Sunday, December 23
Wszędobylskie ciepło
Mam nowe fenomenalne łóżko i ileśtam propozycji towarzyszenia mi w nim ;) Milka też uważa, że jest to obecnie najfajniejsze miejsce w całym domu. Ja spędziwszy w nim pierwszą noc miałam wrażenie, że jest dużo większe od poprzedniego, choć w rzeczywistości jest węższe o 20 cm. A jak się uprę mogę spać w nim w poprzek, a co :)
Dobrze mi- ciepło, domowo, świątecznie i czuję się najważniejsza na świecie. I o to chodziło :)
Saturday, December 22
Xmas
Porządki życiowe niestety nieskończone- czuję się tak jakbym brała do ręki ulubioną bluzkę, spraną i sfatygowaną, i odkładała z powrotem na półkę, bo może jeszcze kiedyś... Wspomnienia, sentyment, ale przede wszystkim fakt, że nie mogę uwierzyć, że można być tak wyrachowanym, tak najważniejszym dla siebie (pozornie będąc zawsze dla innych) sprawiają, że nie umiem się odciąć, postawić grubej kreski i powiedzieć: odtąd już mnie dla ciebie/ was nie ma. Z drugiej strony są Ci, którzy pokazują, jesteś dla mnie/ nas ważna. I na tym się koncentruję, choć kłucie serca wciąż powraca.
Słodkich, pachnących, czułych Świąt. A poniższy link można oglądac tylko z włączonymi głośnikami. Had- inne niż dostałaś na gg :)
http://www.elfyourself.com/?id=1696370160
Saturday, December 8
Świątecznie?
Monday, November 19
...
Sunday, November 11
Magiczne urodziny
Po pierwsze Nowalijka zaprosiła mnie na swoją lekcje, gdzie zostało mi odśpiewane Happy Birthday i wręczony koszyczek z kwiatkami. A to był dopiero 30.10.
Po drugie ludzie, po których zupełnie się tego nie spodziewałam, złożyli mi życzenia na N-K.
Po trzecie Rezydent złożył mi życzenia (nigdy tego nie robił) i nawet wręczył kwiatki. The world is going crazy.
Po czwarte Kobieta Tajemna i Kobieta Od Uzależnień Serialowych zrobiły mi imprezę niespodziankę. Najpierw puściły sygnał, żeby Rezydent je wpuścił na klatkę, potem drugi, żeby mnie wywabił z domu. Udało mu się, a na korytarzu zobaczyłam- całą poręcz owiniętą bibułą, jak nicią Ariadny. Musiałam za nia iść (czasem też coś na niej przeczytać), a na każdym piętrze coś na mnie czekało: świeczki, kawałek tortu ze świeczką do zdmuchnięcia, wino, a na parterze prezent i obsypanie błyszczącym konfetti. Przyniosły też jedzenie i razem spędziliśmy jeden z najbardziej uroczych wieczorów ever. Czułam sie jak wtedy, gdy miałam 4 lata i w Wigilię co chwila gdzieś znajdowałam prezenty i cały czas pytałam mamy, gdzie jest tato, a ona niemiennie odpowiadała mi, że w pokoju :) Cudo cudownie.
Spis myślowego inwenarza
a) zakup viagry
b) powiększenie mojego penisa
c) zachwycenie mojej kochanki w sypialni?
2. Czy ktoś wie jak przemówić małej kocicy do rozumu i wytłumaczyć jej, że skok z rozbiegu na moją łydkę i wdrapanie się na moje biodro czy też ramię, to nie jest fajna zabawa, bo pazurki wbijają się głęboko w moją skórę?
W efekcie chodzę cała w czerwone kropki i zaczynam obmyślać strój na impreze urodzinową, który zakryje mnie od stóp do głów.
3. Choroba Nutelki wpędziła mnie w straszne wyrzuty sumienia, bo może jednak mogłam jakoś dopilnować, żeby się nie rozchorowała? Z nią jest już wszystko ok, ale jak ją widziałam w pierwszym dniu, to chciało mi się płakać i absolutnie nie wyobrażam sobie, jak matka potrafi przeżyć chorobę dziecka. Czapki z głów przed Had i Kobietą Ambiwalentnie Szczęśliwą. Wielkie podziękowanie dla Rezydenta, który opiekował się Nutelką jak dzieckiem, nosił do veta, troszczył się i martwił do tego stopnia, że stwierdził, że pierwszy raz będzie szcześliwy jak usłyszy ją grzebiacą w kuwecie o 4 rano.
4. Woskowanie boli zdecydowanie bardziej, jak włoski są dłuższe, za to nogi w efekcie dużo gładsze.
5. Najważniejsze i najdłuższe przemyślenia odnośnie ludzi, którzy są/byli mi bliscy.
Są tacy jak M, która jest zawsze- na dobre i na złe. Myśli, dzwoni, troszczy się, choć nie zawsze podoba mi się, to co, do mnie mówi.
Są tacy jak G- od niedawna, a już bardzo bliska. Zawsze mogę na niej polegać. Śmieje się razem ze mną i płacze razem ze mną. Razem ze mną kocio-wrażliwa.
Są tacy jak P- ona niezmiennie trwa- pocieszy, poradzi, czasem sprowadzi na ziemię, czasem się nie zgodzi, zachłanna na życie pozostaje dla mnie wzorem jak pomimo strachu zrobić coś, czego się pragnie. I chyba tylko z nią dostaję takiej głupawki.
Są tacy jak M-wkurza mnie nieodbieraniem telefonów, chyba tylko ona i P. potrafią powiedzieć, że w czymś nie wyglądam dobrze nie raniąc przy tym moich uczuć. To od niej pierwszy raz usłyszałam (i zapamietałam na zawsze) - nie rozumiem dlaczego tak robisz, nie zgadzam się, ale jak Tobie z tym dobrze to tak rób. Tylko ona jeszcze wysyła kartki urodzinowe pocztą.
Są tacy jak A- z twardymi zasadami, które szanuję, które przedstawia jasno, i która zawsze znajdzie piękne słowo na pociechę.
Są tacy jak O- z ogromnym dystansem do wszystkiego, chyba jedyna osoba jaką znam, która tyle myśli o otaczającym świeciei. Jednocześnie niesamowicie wrażliwa i mega zorganizowana. Dorównuje jej tylko Had.
Sa tacy jak A'- możemy sie nie widzieć, nie kontaktować przez 3 lata a i tak wiemy, że jedna o drugiej myśli i każda kolejna rozmowa jest taka, jakbyśmy rozmawiały wczoraj.
Są tacy jak W- skrajnie raniący i skrajnie wspierający. Niezastąpiony w katastrofalnych sytuacjach- pod warunkiem, że akurat własnie nie jesteśmy pokłóceni.
Są tacy jak S, którego zadaniem życiwoym jest utrzymanie mojego dobrego samopoczucia. Bez wahania gotowy przejechać 200 km żeby mi pomóc, jeśli będę tego potrzebować.
Są tacy jak T- kontaktujący się tylko, kiedy czegoś potrzebują lub nie mają co zrobić ze swoim wolnym czasem.
Są też tacy jak A- "znikające punkty"- albo są bardzo intensywnie, albo nie ma ich równie intensywnie. Podskórnie jednak czuję, że są.
Prawie cały alfabet mi wyszedł :)
I mimo, że każda z wyżej wymienionych osób czasem sprawia mi przykrość, mimo, że czasem ich zachowania nie rozumiem, mimo, że czasem dla mnie ich wybory są zdumiewające wiem, że nie byłabym tym, kim teraz jestem gdyby nie ich obecność w moim życiu. I za to Wam dziękuję.
Sunday, October 21
I PO ptakach
Sunday, October 14
Cała ja? Or is it?
"Jestem kobietą po rozwodzie
i takmi dziwnie lekko z tym
mężczyźni mi na dłużej szkodzą,
choć wynalazkiem nie są złym.
Ja nawet bardzo chłopców lubię,
mogę ich mieć gdy tylko chcę,
prędzej czy później wszystkich gubię...
więc femme fatal nazwali mnie."
Całość do wysłuchania tu: http://www.justynaszafran.art.pl/taxi.wma
A najlepiej wybrać się na "Łagodną". Takiej dawki emocji już dawno nie miałam- including thrills going down my back.
Kulturalnie-cd.
A po lewej-nowe cytaty. Z Pratchett'a oczywiście.
Saturday, October 13
Kocia mama
Tuesday, October 9
Nowy rozdział?
Ślub fajny był. Wytańczyłam się, pogadłam z bliższą i dalszą rodzinką. Nie obżarłam nieprzyzwoicie, bo oczywiście musiałam mnie migrena dopaść na samym wstępie czyli jak obiad serwowali- a dobry był... ponoć. Za to komplementów się nasłuchałam co niemiara. Od kobiet głównie- ciekawe nie? Niby tylko nowy fryz a ile radości (dla otoczenia też)- po nie mam pojecia jak długim czasie znów czuję się kobietą atrakcyjną- nawet pomimo wskazań wagi, co bym wolała, żeby niższe były.
Na obóz pracy- nazwany tak przez uczniów- zabrałam koleżanke polonistkę i maturzystów swych. Przywitały nas rozświetlone słońcem góry i temperetura taka, że spacer w krótkich rękawkach odbyliśmy. Spacer w miejsce ważne, bo do źródełka, co to jak się z niego wody w usta weźmie i pacierz zmówi a potem pobliską kapliczkę OBIEGNIE 7 razy wokół i dopiero wtedy wodę połknie to życzenie się spełni. Miłosne. Zrobiłam, co należało, ale nie biegałam, tylko obeszłam szybkim krokiem- no przecież nie będę swego leciwego ciała w ruchu na widok publiczny uczniów wystawiać... Jednak, wątpliwość co to tego "niebiegu" mąciła mi spokój, że oto losowi dopomogłam, a na spełnieniu życzenia mi zależy, i wróciłam tam już sama i obiegłam... Mogę więc z cała stanowczością stwierdzić, że wytrzymanie bez połknięcia wody jak się biegnie to spory wyczyn.
Potem pogoda nam się popsuła, za to grzyby obrodziły. Chodziłam, zbierałam, nie mam pojęcia czy jadalne. Koleżanka polonistka twierdziła, że tak. Ususzyłam, przywiozłam do domu, ale nie wiem czy zjem :)
Zaliczyłam też jazdę w karetce z uczennicą, co się nam tam pochorowała. KOSZMAR. Drogi kręte, jezdni nie widać. A pan doktor beztrosko oświadczył widząc mnie wysiadajacą z udręczonym wyrazem na blado-zielonej twarzy "trzeba było powiedzieć, dalibyśmy zastrzyk..." Powrót z Kowar do Sosnówki omal się nie odbył, bo taksówki w tym miasteczku przestają jeździć ok 20 w dni powszednie, a myśmy wracały po północy... Jednak pracownicy szpitala się zainteresowali i transport do ośrodka pomogli załawtić. 20 km za jedyne 70 zł. Szczerze, uważam, że tanio.
Zaliczyłam też brzemienną w skutkach kłótnię z Rezydentem (o mój brak informacji o terminie powrótu, a przecież on robotę pod moją obecność/ nieobecność w domu ustawia... wydawało mi się, że wracam do WŁASNEGO domu...) Kłótnia trwała 3 dni- z czego widzieliśmy się jakieś 10 min. Doszliśmy do porozumienia, jednak w tzw. międzyczasie Rezydent posunął się do słów absolutnie niecenzuralnych i nieakceptowalnych. Rezultat- 30.11 jako termin opuszczenia domu mego. Nie protestował. Zobaczymy tylko, co będzie jak termin się zbliży. Ciekawa jestem czy poprosi o przedłużenie, czy przemilczy i zostanie mimochodem tak jak sie wprowadził? Wiem jedno, ja nie przypomnę nic (bo ciekawa jestem tego, co on zrobi) i wiem, że nie będe miała na tyle siły, żeby się tej wyprowadzki domagać. Gorzej, że on też chyba to wie....
A poza tym dostałam pierwszy w tym roku prezent urodzinowy. Don Pedro mi aparat cyfrowy przysłał. I wszystko fajnie- tylko ładowarka nie ma wejścia na polskie gniazda. Ciekawe gdzie ja teraz przełączkę taką dostanę.
Sunday, September 16
Dar
A tak poza tym jestem uzależniona od słońca. Chcę na południe permanentnie. I upały mi nie straszne.
Wednesday, September 12
Długo po przyjeździe

Tak wyglądały moje stopy po 2 dniach w Rzymie. A co dopiero mówić o nosie ;)

A tak po zejściu z Wezuwiusza.
Plan misternie ułożony przed wyjazdem się nie ziścił, ale dobre dusze i tak twierdzą, że waga mi spadła.
Udało mi się natomiast:
- zaopiekować maleństwem Kobiety (Ambiwalentnie) Szczęśliwej i one obie to przeżyły,
- rozpocząć pracę bez wielkiego huku i mordu w oczach,
- zaprzyjaźnić z dwoma wakacyjnymi uczniami,
- posiąć mieszkanie w końcu na mą jedyną własność
- spotkać z BMM i tylko raz doprowadziło mnie to do łez (a i to na skutek jego uwagi o moim wyglądzie)
Mam też:
- ucznia patrzącego we mnie jak w obrazek, dzwoniącego i troskliwego, i sparowanego oczywiście.
- Don Pedra dzwoniącego zza mórz i oceanów pytajacego o adres, bo on mi właśnie wcześniejszy prezent urodzinowy wysyła,
- arcyciekawą i mądrą książkę o jedzeniu, którą się delektuję :)
- nową piękną sypialnię (aczkolwiek nabyłam awersji do zakupów w Ikea-very old Sweedish name-Friends)
Constans pozostaje:
- wiecznie humorzasty Rezydent, który coraz bardziej przypomina mi BMMa
- para kocic, które na jeden miesiąc zaadoptowały kocicę młodszą i wszystkie to przeżyły bez większych ubytków w sierści,
- naiwna wiara w ludzi oraz to, że przyjaciele nie kłamią i nie oszukują- pomiomo arcynegatywnych doświadczeń,
- niezawodne towarzystwo kobiet wokół
Nigdy natomiast:
-nie zrozumiem rodzaju męskiego. A tak się staram. Naprawdę.
Treat:
Ja: Kamil, have you ever been to Greece?
Kamil (przestrach w oczach): ?
Ja (wolniej i wyraźniej): Have you ever been to Greece?
Kamil: Czy chciałbym byc groszkiem?
Zwinęłam się ze śmiechu. Reszta grupy też.
Wednesday, August 15
Tuż przed odjazdem...
PS
Ja: Jerzy what do you prepare for a special supper?
Jerzy: I prepare a salad and some pasta and...
Kamil: What is special supper? Specjalność sapera?
Kurtyna.
Monday, July 30
Szczęśliwej drogi już czas...
Good Luck & fingers crossed. I klękajcie narody. Nowalijko, nie pozwól im z tych kolan wstać.
Usłyszałam, przeczytałam...
"Veronique Branquinho prezentuje stroje we wszystkich odcieniach szarości:od jasnej bieli po głęboką czerń." No a ponoć to ja się na kolorach nie znam (z Rezydentem nie rozmawiam nawet na ten temat, ale nawet on przyznał mi rację, że to zdanie nie ma sensu...).
Za Człowiekiem Mikrofonem(który cytował za jakimś kabaretem,ale nie wiem jakim):
" Lubię dobrą książkę. Nie czytam, ale lubię"
Thursday, July 26
Gdzie kobiet sześć tam...
Wednesday, July 25
Rewolucja
Tuesday, July 24
Blue
PS a to coś na uśmiech http://nobojestjakjest.blog.onet.pl/2,ID232979017,index.html
Taka prawda
Sunday, July 22
Weekendowe spotkania
Wczoraj właśnie zdałam sobie sprawę jaki mam do nich obojga wieli szacunek, jak dużą sympatię a do Ł. chyba po prostu słabość ;) Pomimo wychowania w bardzo patologicznej sytuacji Zuzka podtrzymuje więzy rodzinne, opiekuje się kim tylko się da i pamięta zawsze o tym, co kto lubi. Zawsze ze sobą przywozi jakiś drobiazg- zwykle taki sam dla całej rodziny (żeby nikt nie czuł się gorszy), ale zdaje się mam u niej wyjątkowe względy, bo zamiast typowo szwedzkich smakołyków dostałam swoje ulubione cukierki, które tam właśnie jadłam po raz pierwszy. Oczywiście cukierki są i u nas do kupienia od pewnego czasu, ale ten konkretny smak- jabłkowo-gruszkowe, jest absolutna nowością. Zawsze mnie rozczula takimi gestami. BMM'a też zwykle rozczulała pamiętając o solonych lakrisach (cukierkach lukrecjowych).
Słabość do Ł. wiąże się z tym jak z anielską wręcz cierpliwością znosi wszystkie histerie Zuzki, jak zawsze uczestniczy we wszystkich spotkaniach rodzinnych aktywnie w nich uczestnicząc, pamietając czym kto się zajmuje, co lubi etc. oraz absolutną opiekuńczością jeżeli chodzi o kobiety. Nie mogę też pominąć faktu, że widząc mnie całkowiecie szczerze (słychać to, tak?) stwierdził- świetnie wyglądasz. Razem są cudną parą i nie wyobrażam ich sobie osobno.
Na obiedzie u Braboniów- bo gdzież indziej mogłoby się odbyć rodzinne spotkanie- był też Słowik ze swoją wkrótce żoną, Kobietą Gospodarną. Rozmawialiśmy o ich ślubie, 22 września, o jej wyczekanej ciąży (prawdopodbnie, bo to dopiero 4 tyg.). Patrzyłam na te dwie pary, widziałam wszystkie różnice- w ambicjach, celach życiowych, pragnieniach i ogólnie pojetym stosunku do rzeczywistości- i czułam sie jak taka doświadczona kwoka z pobłażaniem i rozczuleniem patrząca na młode kurczaki. Przypomniałam sobie wszystkie swoje przygotowania, pomysły itd. związane ze ślubem. I chyba nawet nie byłam zaskoczona, że to mimo wszytskiego, co się z BMMem stało są to miłe, ciepłe, przepełnione miłością wspomnienia.
Wieczorno-nocne spotkanie z Nowalijką obfitowało jak zwykle w wyznania. Już jakoś tak mamy, że albo głupawa totalna, albo poważne rozmowy.
Była też długa rozmowa z Kobietą Kiedyś-Szczęśliwą. I przerażajaca konkluzja tej rozmowy. Kobieta, która urodzi dziecko zostaje z nim zupełnie sama. I to nie dlatego, że partner nie chce uczestniczyć w opiece, ale dlatego, że ona zrobi wszystko szybciej (usłyszy kwilenie dziecka) oraz dlatego, że partnerzy zwykle nie mają pojęcia ile taka opieka zajmuje czasu i wydaje im się, że to tylko nakarmic i przewinąć- a to ileż, no ileż może zając czasu. Strasznie smutne. Ale ja i tak dalej chcę mieć dzieci. Tylko na to jakoś się nie zanosi...
Friday, July 20
Belkę w oku innego a źdżbła trawy w swoim nie
- ironiczna
- cyniczna (czym sprawiam przykrość i nawet tego nie widzę)
- złośliwa
- wredna
- zazdrosna
- głupia (no to przy innej okazji, ale raportuję zbiorczo)
- przewrażliwiona na swoim punkcie
- nie zwracam uwagi na świat wokól mnie
- nie chcę żyć w zgodzie
- wiecznie tylko się czepiam i narzekam
- domagam się adoracji i przeprosin
- mój wkład w prace domowe jest właściwie żaden
Żródło mam nadzieję jasne. Przyjaciel.
O tym jak nie jestem kobietą próżną
Jak bardzo mądra uwaga to była przekonałam się w ubiegły piątek, kiedy to po imprezie urodzinowej pewnej znajomej Rezydent namówił mnie na kontynuację wieczoru w Krowie. Przypadkowo spotkałam tam znajomego mojej kuzynki. Pogadaliśmy chwilę, przypomniałam mu skąd się znamy i jak dla mnie sprawa byłą zakończona. On widocznie uznał inaczej, bo towarzyszył mi cały wieczór. Rozmowa i owszem była ciekawa, ale dla mnie zdecydowanie bardziej interesujace były jego sposoby na zaspokojenie mojej próżności. Otóż stwierdził na przykład, że często przychodzę do Krowy (ale odkrycie) i, że on zapamiętał moje oczy, włosy i w ogóle twarz. Potem zapytał o mój wiek (kobietę o wiek- błąd kardynalny!), a jak dowiedział się, że mam dokładnie tyle samo lat, co owa moja kuzynka skontatował, że w takim razie wie jakie mam pragnienia. Reszta wieczoru była jeszcze lepsza- nie udało mi się zapamiętać wszystkiego, ale dwa kąski utkwiły mi w pamięci. W pewnym momencie mój "adorator" odwrócił wzrok i głowę i ewidentnie, bardzo teatralnie zresztą, posmutniał. Ja jako kobieta uczuciowa, zapytałam co się stało. W odpowiedzi usłyszałam, że dobrze mu ze mną i, że nie sądził, że jeszcze kiedyś te słowa powie. Na co ja, wredna żmija, zapytałam, co jeszcze chciałby powiedzieć, a nie sądził, że powie. A on mi na to, że to nigdy nie zabrzmi. Uwierzycie mi jak powiem, że cały czas zachowałam powagę i nie parsknęłam śmiechem tłumiąc go głęboko w moim brzuchu? Oczywiście próbował też "organoleptycznie" się do mnie zbliżyć, ale jakoś mu się nie udało. Odjechałam taksówką w siną dal a on stał na krawężniku melodramatycznie zapatrzony jak znikam za rogiem.
Spotkałam go dziś, przypadkiem. Siedziałam sobie na bulwarze nad Odrą, czytałam babską gazetę a tu patrzę idzie amant. Przysiadł się, chwilę pogadaliśmy, ale jakoś już nie był tak zachwycony moimi oczami, włosami itp itd... Pewnie za mały dekold miałam...
PS Młody Einstein odwołał lekcję z przyczyn niezlaeżnych. A ja o 7 rano wstawałam, żeby chatę ogarnąć. Ech ta młodzież, za grosz szacunku do starszych kobiet.
PS 2 W babskiej gazecie czytałam raport o anoreksji i bulimii. Całość sprowadza się do tego, że kobiety się tak katują, bo maja małe, często w ogóle nie istniejące, poczucie własnej wartości. I jak ów amant tak beztrosko pominął mój wygląd, pomyślałam, no tak nie mam makijażu, spocona po całym dniu ergo "smakowitym kąskiem" trudno mnie nazwać. Zaraz potem pomyślałam, że to przecież dokładnie taki sposób myślenia jak u bohaterek tamtego raportu. Tylko im zależało na kaceptacji bliskim im osobom, a amant przecież jest dla mnie obcym człowiekiem. I cieszę się, że sobie to uświadomiłam. Może jednak jestem próżna?
Thursday, July 19
Zmiana planów
Wednesday, July 18
It's written in the stars
Ciekawe tylko, czy Młody Einstein wie o tym jak powinien się zachować jutro zaraz po przekroczeniu progu mojego domu- to jedyna osoba którą wiem, że jutro spotkam. To, że Rezydent nie będzie piał z zachwytu na mój widok i jak tylko się odezwę wiem przecież doskonale....
Pfffffffffff.
Tuesday, July 10
Some things get lost, some are found.
Nie znalazłam jeszcze tylko cienia, który będzie moją podstawą, a z przerażeniem zauważyłam dziś, że kończą mi się moje ukochane kolory. Jutro mam spotkanie z Pania Kasią i bardzo już nie mogę się doczekac tego, co wyczaruje na mojej twarzy... I mam nadzieję umówić się też z Panią Edytą i wyglądać wtedy już całkiem zabójczo. Dla samej siebie.
Po doświadczeniach weekendowych mam ochotę wycofać się, mam ochotę robić wszystko sama, sama iśc do kina, sama być w domu, sama iść na zakupy, sama, sama, sama. Ciekawe, jak bardzo można się pomylić w ocenie ludzi, których wydawałoby się zna się dobrze. Jak bardzo można nieakceptować ich zachowania, jak tak naprawdę właściwie w jednej chwili stali sie obcy, jak bardzo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ciekawe też jak długo ten stan zostanie.
Dziś Barbonie zapytali mnie o NZ. Dalej chcę tam wyjechać, a oni nawet nie oponowali. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, będę w stanie dać im dokładnie takie wsparcie, jak oni mnie od czasu rozwodu.
Fizyczne obrzydzenie dalej obecne. Zaczynam się już przyzwyczajać do uczucia głodu, który jakoś szczególnie dotkliwie mnie dopadł zaraz po przekroczeniu progu domu Barboniów. Barbonia oczywiście nakarmiła swoje głodne dziecko. W moim własnym domu dalej nie chce mi się nic jeść, z rozsądku rano wmusiłam w siebie pomidora, w końcu 3 dni głodówki, to raczej mało normalne...
Monday, July 9
Revolting species
Bo tak:
-w niedzielę na 3 urodziny Krowy poszłam z Młodym Einsteinem. Zaprosiłam go i w ogóle- tak byłam wyemancypowana. Wyglądałam jak milion dolarów i spóźniłam się przepisowo 15 min. A ten dotąd młody i czarujący człowiek a) nie podszedł, żeby otworzyć mi drzwi taksówki, jak mnie zauważył i jak nakazuje obyczaj; b) pozostawił mnie na pastwę losu i innych uczstników imprezy, bo musiał zawieźć gdzieś brata; c) przepadał gdzieś nagle i jak po jakimś czasie udawało mi się go przuważyć rozmawiał z jakimiś znajomymi; d) dopiero po jakiś 3h przyszło mu do głowy, że jak idzie po napój to należałoby się mnie zapytać czy też ochoty nie mam; e) słowem nie skomentował mojego wyglądu- nawet zaatakowany- żartobliwie, ale zawsze- wprost. Nosz trochę całą impreze nie mogłam wyjść ze zdumienia, że to ten sam Einstein, na którego temat takie peany piałam i że jemu to już w ogóle nie trzeba nic tłumaczyć co należy, a czego nie. Poczucie generalnie miałam takie, że mimo, iż przyszliśmy razem, przypadkowo się na imprezie spotkaliśmy no i wyszliśmy razem. Miał na tyle przyzwoitości, żeby mnie odprowadzić do domu i zainteresować się czy jest mi zimno czy nie i zaoferować kurtkę, którą przyjęłam z pewna dozą wdzięczności. I nie bardzo mam już ochotę umawiac się z nim na lekcje.
- praktycznie każdy facet znajomy mnie- nieistotne czy sparowany czy nie- po spożyciu jakiejśtam ilości alkoholu zaczyna się robić klejacy i obłapujący. Grossssssss.
- w znakomitej większości kobiety są przez nich traktowane tylko i wyłącznie jak obiekty seksualne- to już niezależnie od stanu spożycia. Double grosssssssssss.
- Nowy Uczeń od Zrzeszonych, widząc mnie może po raz piaty chyba w życiu, tym razem w odrobinę mocniejszym makijażu, stwierdził najpierw, że ładnie wyglądam, a zaraz potem powiedział, że mam za mocno pomalowane oczy. Czy tylko ja widzę tu contradiction in terms?! ż nei bardzo mam ochotę się umawiac na lekcje. Dlatego skomasowałam ich w jednym dniu- co mi się będzie smród wlókł przez cały tydzień.....
-ponoć to kobiety mają fochy- tak "sfoszonych" kobiet jak "sfoszeni" potrafią być faceci w życiu nie widziałam.
- właściwie wszystkie znane mi kobiety odnosza zdecydowanie większe sukcesy zawodowe, więcej zarabiają i wiedzą czego chcą w odróznieniu od ich pertnerów zyciowych. BMM stanowi tu niechlubny przykład.
Mogłabym tak w nieskończoność dziś chyba i dobrze, żedziś wyjatkowo żaden mi się jakoś bardziej nie naraził, bo bym go zmiażdżyła symultanicznie spojrzeniem i słowami.
Na szczęście są jeszcze chlubne wyjątki a wśród nich (wyłaczajac rodzinę, bo to stronnicze) GZP i Kolega Germanista. Jak ktoś zna jeszcze jakiś to ja bardzo chetnie poznam, bo przysięgam, gdyby nie ww uważałabym, że cały gatunek należy wybić do cna. Kobiety rulez.
A tak poza tym była u mnie impreza i niepomna własnych przekonań, że ludzi NIE wolno mieszać, pomieszałam towarzystwo, w rezultacie czego zrobiły się dwie podimprezy. Nadto dwójka młodych zamknęłam się BEZ pytania w MOJEJ sypialni i nie wychodziła stamtąd długo!!!!! Na szczęście nie tylko mnie to oburzyło. A na deser jeszcze ponieważ sama sobie robiłam drinki, a wprawy w tym nie mam, nie upiłam się, ale zatruć udało mi się koncertowo. Na szczęście wiem już, że koszmar żołądkowy kończy się w okolicach 14.00 a głowa jakoś nigdy mnie nie boli. Plus jest taki, że wczoraj nie jadłam nic, dziś dwie marne łyżki sałatki i nie czuję się głodna. Fajna taka dieta. Jeszcze gdybym tylko mogła sypiać lepiej byłoby cudownie.
PS Rezydent do obrzydzenia się oczywiście przyczynił w dużym stopniu i autentycznie nie mogę ani na niego patrzeć, ani słuchać, ani w ogóle nic. I autentycznie jest mi fizycznie niedobrze.
Saturday, June 16
Mądrość ludu
Magda: yyyyy I do make-up.
rotfl
Piekło
Od Nowego Ucznia Od Zrzeszonych usłyszałam taką ot definicję piekła- bycie zamkniętym w pokoju ze wszystkimi swoimi niewykorzystanymi szansami.
PS odkryłam w końcu co mam zrobić na tym blogu, żeby móc używać WSZYSTKICH polskich głosek. TADAM!
Saturday, June 9
Stay positive
Wizyty u komornikow zaczne traktowac jako swoje hobby i niech mi nikt nie mowi, ze to sa wredni ludzie. Dla mnie nie sa. Ba, okazuja nawet wspolczucie i zrozumienie w granicach na jakie pozwala im wykonywany zawod. BMM zobowiazal sie zaplacic swoj dlug. Zobaczymy wiec czy i drugi raz w waznej sprawie dotrzyma slowa. Moze go ta obczyzna odmienila?
Paralizuje mnie strach na mysl o tym, ze ida wakacje a w zwiazku z tym nie wiadomo jak z praca dodatkowa i czy bedzie z czego zyc. Dopada mnie czasem taki skurcz zoladka, ale przyjmuje postawe Scarlet O'Hara i postanawiam pomyslec o tym jutro, bo przecież pracowac wiecej sie nie da.
Przykro mi, kiedy Kobieta (DO niedawna bardzo)Szczesliwa nie odpowiada na telefony. Rozumiem stan, rozumiem koszmarnie trudna sytuacje, wszystko rozumiem. Chcialabym tylko wiedziec jakie ma dlasze plany zwiazane ze swoim PETem- miejsce dla niego u mnie dalej aktualne, nie wiem tylko czy w dalszym ciagu potrzebne.
Z absolutnym niedowierzaniem patrze na zachowania Wieczngo Marzyciela vel Rezydenta. Po bardzo krytycznej klotni (po BBMie jest jedyna osoba, z ktora w ogole potrafie sie poklocic) oglosilam, ze jeszcze raz i na lustrze w przedpokoju zastanie kartke z terminem wyprowadzki, a kazda jego rzecz spakuje do osobnej reklamowki i.. jeszcze nie wiem czy zaczne wyrzucac przez balkon na ulice, czy tez z owego balkonu wrzucac na dach sasiedniego budynku. I wiecie co? Przejal sie. Przeprosil. I nie tylko slowami. Czynami tez. Niby to wszytko drobiazgi, ale dla mnie wazne. Uwazam to za swoje wcale-nie-male zwyciestwo.
Kiedy mysle o moich Przyjaciolkach, z ktorych wiekszosc ma juz dzieci wlasne lub "przysposobione", albo kiedy widze mloda mame, mysle, ze mnie to juz nie czeka. Zastanawialam sie nawet kiedys nad byciem single mother, jednak stwierdzilam, ze nie moge z definicji stawiac dziecka na pozycji trudniejszej tylko dlatego, ze ja chce sie spelnic macierzynsko. Czas leci, a po doswiadczeniach z BMMem moje wymagania w stosunku do facetow tylko rosna. Juz nawet Brabonia jakos czesciej mowi o adopcji, wiec i ona chyba przestaje wierzyc w moje szanse...
Na szczescie w moim zyciu sa tez i humorystyczne akcenty.
Bo tak. Kobieta Tajemna miala urodziny. Z tej okazji (pod przykrywka obchodow imieniem moich i Kobiety Od Uzaleznien Serialowych) zrobilismy jej surprise party. Pomijam fakt, ze jak z kims przebywa sie tak czesto, to trudno jest cokolwiek ukryc, ale ona (ponoc, przynajmniej takiej wersji sie trzyma) nie zorientowala sie wcale. I jak juz dotarla na impreze (a mnie udalo sie zagonic wszytkich do sypialni, zeby krzyknac jej SURPRISE) i kiedy w koncu uslyszala to gromkie SURPRISE to podskoczyla ze przestrachu, a zaraz potem oswiadczyla, ze ona zadnych urodzin nie obchodzi i ze w ogole ona tu przyszla na impreze imienienowa. Chwile nam zajelo nim udalo sie nam ja przekonac, ze to dla niej impreza, a caly czas mialam wizje jak wychodzi, z impetem zamykajac za soba drzwi. Do tego na szczescie nie doszlo.
Na tej forementioned imprezie poznalam tez Obiecujacego Mlodego Czlowieka. Przyprowadzil go moj Nowy Uczen Od Zrzeszonych, którego wtedy widzialam 3 raz w zyciu. Skoro byl obiecujacy, to trzeba bylo te obietnice wykorzystac. Nowy Uczen Od Zrezszonych zaproponowal spotkanie w tygodniu, my w lekko pijanym widzie przyklasnelismy i tak oto cztery dni pozniej spotkalismy sie w Krowie. Obiecujacy Mlody Czlowiek tez byl. Adorowal poczatkowo tylko mnie, a pozniej juz kazda kobiete, ktora obok niego usiadla. Zachowal sie jednak jak gentalman, odprowadzil do domu i tu jego gentelmenskosc sie skonczyla. Otoz pijac herbate w mojej sypialni- reszta domu wygladala jak po przejscu huraganu- stwierdzil, ze ma na mnie ochote.Ot tak absolutnie w oczy mnie patrzac. No mogl ja sobie miec- i tak mu nc z tego nie przyszlo. Najpierw sie wkurzylam, teraz juz opowiadam jako humoreske, a kazdy facet, ktory palnie cos absolutnie nieprzemyslanego uslyszy ode mnie "wlasciwie to bym cie przelecial"- jest to co prawda parafraza slow, ktore uslyszalam, ale jakze bardziej dobitnie brzmi :)
Mlody Einstein zaproponowal mi kolejna przejazdzke swoim halasliwym pojazdem, ktora to propozycje przyjaelam oczywiscie z dzika rozkosza.
Jednak najwieksza radoscia i ukojeniem dla mnie jest fakt, ze w tzw. biedzie dobrych dusz wokol mi nie zabraknie.
A na koniec dwa skrajne przemyslenia.
Pierwsze- bardzo duzo ostatnio mysle o przemijaniu, o tym, ze ludzie odchodza. Ludzie, a bardziej konkretnie Brabonie. Wiem, ze to nieuniknione, ale jakos trudno mi sobie wyobrazic swiat bez nich. Boje sie tez tych mysli. Boje sie, ze gdzies tam w srodku przygotowuje sie na to i, ze stanie sie to wczesniej niz sie spodziewam. Bardzo sie boje. Strach jest tym wiekszy im bardziej usiluje sobie przypomniec jak to bylo jak odszedl Mlody. O tamtym odejsciu tez myslalam wczesniej. Nie pamietam tylko ile wczesniej. Myle tez o tym jak zareagowaliby inni gdybym to ja przestala istniec- o tym, co by powiedzieli i czuli, i w tej kwestii nie dochodze od zadnych wnioskow.
Drugie- czyz to nie ironia losu, ze Wieczny Marzyciel vel Rezydent, bedacy zagorzalym ateista, juz drugi rok z rzedu pracuje przy imprezie zwiazanej z obchodami smierci JPII? I czy nie zabawnie brzmi kiedy mówi do mnie "Jak mi Bog mily, nie rozumiem niektórych twoich zachowan." Chociaz on Bog pewnie mowi przez male b.
PS Czyz nie godny uwagi jest fakt, ze nie napisalam NIC o pracy? A w tej dobra wiadomosc- NIE BEDE WYCHOWAWCA w przyszlym roku. Tadam!!!!
Wednesday, May 16
Mój pierwszy raz ;)
Caly dzien się usmiechalam na samo wspomnienie, a opowiadając koleżance w pracy o ww moim pierwszym razie uslyszalam Moj pierwszy raz byl taki, ze drugi postanowilam traktować jako pierwszy. Rzecz jasna kontekst byl już zupelnie inny... :)
PS Posprzatalam biblioteczkę. Wzroku od niej oderwać nie mogę.
Kwiecień w liczbach
2. Liczba godzin spędzonych w pracy po odejsciu klas trzecich- 8 (a bylo 27, makes a difference, huh?)
3. Niespodziewane odwiedziny Braboniów, w dalszym ciagu nieswiadomych obecnosci Rezydenta-1
4.Liczba nocnych eskapad Rezydenta, przy których dostawalam zawalu, bo nie zgalszal możliwosci niewracania- wlacznie z zadzwonieniem na pogotowie, bo telefonu nie odbieral, w ulubionej knajpie go nie bylo i wychodzil tylko na 15 min, a nie ma go już 11 godzin-2 (po trzeciej czlowiek się przyzwyczaja. Trzecia byla w maju, więc tu sie nie liczy)
5. Ilosc razy, w których wpadlam w absolutną i bezdenną rozpacz nad swoim wyglądem, co objawialo się prasowaniem koszuli i zanoszeniem się placzem, które potem przeszlo w pochlipywanie- 1 (i zdarzylo mi się to pierwszy raz w życiu, co zważywszy na lata, które mam na karku jest chyba sporym osiagnięciem)
6. Spotkania z ludzmi "znającymi Józefa" (odsylam do lektury ani z Zielonego Wzgórza)- niezliczona.
7. Wsparcie, które dostalam w chwilach potrzeby-niezliczone.
8. Wsparcie, którego nie dostalam w chwilach potrzeby, a spodziewalam się znaleźć- 1
9. Nocna rozmowa z BMM o jego nowej zabawce- Alfa Romeo-1
10. Chwile, w których poczulam się jak gorszy gatunek czlowieka, przez niektórych zwany debilem, bo czegos nie znam czy o czyms nie slyszalam-1
11. Czas spędzony nad próbą definicji relacji z otoczeniem- nieobliczalny
12. Wyznania milosne "niewprost"-1
13. Brak odpowiedzi na wyznanie milosne niewprost-1
Reasumując: bylo po czym odpoczywać podczas dlugiego weekendu, który dla mnie mial tylko 3 dni, a nie 9, jak w przypadku niektórych.
Tuesday, April 3
Down the hole
PS Powoli przyzywyczajam sie do mysli, że żaden związek mi nie grozi.
Sunday, April 1
Nie chwal dnia przed zachodem słońca
W ramach rozpieszczania się poszlam dzis z Kobietą Tajemną i z Kobietą Od Uzależnień Serialowych na spacer i nawet wylądowalysmy w takiej częsci Wroclawia w jakiej ja jeszcze nie bylam. Za to bardzo rozczarowana jestem faktem, że Mroczne Domiszcze ktos jednak remontuje i niestety na miono Mrocznego Domiszcza się nie lapie. Zerwalam sobie trzy fiolki i kieszenie pachną mi kwiatowo. Porozpieszczam też swoją skórę dzis. Peeling, peeling i jeszcze raz peeling. Wspominalam już, że patrzeć an siebie nie mogę? No to wlasnie jest początek kuracji. Trzymać kciuki proszę za wytrwalosć ma w robieniu brzuszków.
PS Pytanie: Jakim idiotą trzeba być, żeby polożyć otwartą (co widać wyraźnie, caly róg odcięty) saszetkę Vanish'a na pólce, tak, żebym przypadkiem jej nie widziala i macając na oslep oblala siebie i wszystko wokól poparzając sobie do tego palce.
Odpowiedź: Wystarczy być Wiecznym Marzycielem vel Rezydentem. CND.
Wednesday, March 28
Na pólnocy pelno zmian...
PS Byly Mąż Marnotrawny nie przyjeżdża na swięta. No regrets.
Marzec, marzec, pięknie się wystroił...
1. Good bye grupy maturalne w pracy popoludniowej!
2. Good bye roszczeniowi rodzice grupy 27 malkontentow- ostatnie zebranie z rodzicami klasy mej.
3. Tylko miesiąc jeszcze do pożegnania wszystkich grup maturalnych.
4. Zmiana czasu- czasem jak wychodzę z pracy jest jeszcze jasno :)
5. Jest cieplej i cieplej i kobieca sie chce byc bardzo wiec good bye WSZYSTKIE weglowodany (te slodkie tez i te w lodach tez) min. do lipca.
Zaczynam sie zastanawiac co ja zrobie z taka ogromna iloscią wolnego czasu od maja. Już mam plany, a co :)
Sunday, March 25
Addictions addictions
Obejrzalam wszystkie dostępne odcinki Prison Break (lub też jak opisal plyty Wieczny Marzyciel vel Rezydent Prisone Breake :)) i czekam na następne. W kwestii seriali- dzis nowy docinek Lost'a na AXN- odzwyczailam sie już od tego, że musze czekać tydzień, żeby dowiedzieć się co jest w następnym odcinku, Ehh...
A w sobotę Wieczny Marzyciel posprzątal cale, slownie CALE mieszkanie i zrobil pranie, a dzis je POWIESIL- sam. The world is going crazy. Kobietam Tajemna twierdzi, że trening czyni mistrza- w sensie, że umiem wychowywać ludzi?
Wiosna idzie, pary wylagają na ulice, turnus mija, a ja niczyja... ;)
PS Obiekt mam nowy na oku. Ciekawe co Keanu na to :)
Podłość ludzka nie zna granic
Otóż klasa ma wychowawcza uprosiła mnie, żeby oglądać film w dzień wgarowicza. Miałam zupełnie inne plany, ale zgodziłam się, spędziłam pół nocy na przygotowanie zadań do filmu, który sami wybrali z 4 moich propozycji. Przeprowadziłam lekcję, wydawało mi się, że byli zadowoleni. Po ok 1,5 h po zajęciach otrzymałam paszkwilowatego smsa o tym, że filmy to sobie można w domu albo w kinie a nie w szkole oglądać, że to kompromitacja dla mnie i dla szkoły. Podpisane "zawiedzeni rodzice". Pierwsza reakcja- płacz i poczucie niesprawiedliwosci powmieszane z wsciekłoscią. I tak dwa dni. Oczywiscie próbowałam dodzwonić się i wyjasnić sprawę, ale, surprise, surprise, natychmiast włączała się poczta głosowa. Oczywiscie poszlam do dyrekcji, opowiedzialam o wszystkim. Oczywiscie wzięla moja stronę. Dzieci- zdziwione calkowicie i wsciekle, że ktos odważyl sie zrobić cos w imieniu ich wszystkich. Wspierają, mówią, żeby się nie przejmować i zaczynają dochodzenie. Wynik- autorem sms'a byl prawdopodobnie chlopak jednej z uczennic. Niesmak we mnie ogromny. Mysl jedna- nie mogę im ufać, któres z nich usmiecha sie w twarz, a potem obsmarowuje beszczelnie. Zobaczymy co na to rodzice.
Sunday, March 18
Wyjaśnienie
Wróżka powiedziała też, że w ciągu trzech lat urodzę syna. W zasadzie nie wiem co Keanu na to. Pożyjemy zobaczymy.