Thursday, April 10

Bo w tym caly jest ambaras, żeby dwoje chcialo na raz...

ON: chcesz, żebym został? Potrzebujesz mojej obecności?
ONA: nie wiem (wiem doskonale, chce zobaczyć co zrobisz)
ON: będę w poniedziałek
ONA: oczywiście, wybrałeś, to co łatwiejsze, przyjemniejsze i niczego nie wymaga.
ON: przecież pytałem czy mam zostać
ONA: a ja chciałam zobaczyć co CHCESZ zrobić i tak, jest mi przykro, że to nie mnie wybrałeś.
ON: sama sobie robisz przykrość- pomyślałaś, że gdybyś mi powiedziała, że mam zostać, to ja chcialbym zostać?
ONA: ale nie zostałeś. Nie chciałam, żebyś zrobił, to, o co poproszę, tylko to co chcesz. I zrobiłeś.

Czy tylko ja mam wrażenie, że tych dwoje mówi o zupełnie innych rzeczach?

Sunday, April 6

Everywhere you go always take the weather with you

Czy to znaczy, że nastrój mi się poprawił? Owszem, nieznacznie. Nie jest to już bezdenna rozpacz i dno otchłani, nie budzę się z płaczem i nie zasypiam z nim. Trwam. Ludziowstręt nadal pozostał i tylko 4 osoby, których towarzystwo nie jest dla mnie męczące, przy których nie muszę zakładać maski. Kiedyś było ich więcej. Jednak rzeczywistość sama zweryfikowała ilość na rzecz jakości.

I aż sama nie mogę uwierzyć, w to, że udaje mi się nawet myśleć. I na ten przykład wymyśliłam, że ostatnie dni to był mega sprawdzian przyjaźni i znów ktoś go musiał oblać. Wymyśliłam też, że przecież nie mam prawa niczego wymagać od nikogo poza sobą samą. Chcę to daję, nie chcę, to nie daję i nie mogę sądzić, że ktoś postąpi tak samo jak ja. Nie postąpi, bo nie jest mną. Skoro jestem taka mądra, to dlaczego owe przemyślenia wciąż pozostają tylko teorią? Gdzie praktyka? Nie ma, może kiedyś będzie.

Wymyśliłam też, że ludzie sami sobie narzucają idiotyczne ograniczenia (dawno to już wymyśliłam) i boją się postępować tak jak w danej chwili czują, bo co inni na to? A co innym do tego? I co z tego, że wymyśliłam. Ba stosowałam się nawet. W końcu lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało. I wiecie co? Sparzyłam się. I teraz też zastanawiam się jak to będzie wyglądało, co ktoś sobie pomyśli. Na szczęście tylko w stosunku do tych, do których się pomyliłam. I na szczęście dalej jest więcej tych, w stosunku do których mogę być bardziej spontaniczna niż ostrożna. Wymyśliłam też, że narzucamy sobie ograniczenia co do tego, jak żyć, gdzie, co robić. I smutno mi, że ludzie rezygnują z możliwości innego życia przez konwenanse właśnie, uważając, że coś już nie dla nich, że pewna droga się zamknęła. NIEPRAWDA. Trzeba tylko chcieć i wierzyć. Tylko i aż. I wiem jakie to trudne, gdy cały świat się sypie na głowę. ALE DA SIĘ i jestem tego najlepszym przykładem. I dalej jestem święcie przekonana, że wszystko, nawet to, co najgorsze nas w życiu spotyka dzieje się po coś. Dopiero po 2 latach od rozwodu wiem dlaczego musiało do niego dojść (no poza przyczynami "obiektywnymi", ale gdyby ich nie było, trwałabym w tym związku i była nieszczęśliwa jak nie wiem co. A tak? WSZYSTKO przede mną). Boję się tylko, że mamą nie zdążę być.

Saturday, April 5

True colours

Today's episode is sponsored by the following colours: blue and red. Blue is my soul and I was red with rage.

W ramach walki w ponurym nastrojem poszłam do kina. Wyciągnęłam też Rezydenta. No Country for Old Men. Wystarczy zobaczyć raz. Głębi nie ma, aktorstwo smętne, muzyki brak, ratuje go tylko trochę akcja. Nastroju nie poprawia.
Do domu wróciłam prawie biegiem, mając gdzieś czy wpadnę pod samochód czy nie, czy Rezydent nadąża za mną czy nie, czy widzę coś przez łzy czy nie. Wystarczyło jedno zadanie, pozornie niewinne, a ja w ryk. Nie mam siły, nie mam chęci, nie mam pozytywnego myślenia, nie obchodzi mnie czy jestem sprawiedliwa czy nie. Nie daję rady skupić się na nikim innym poza sobą. Tak jak teraz było tylko raz. Wtedy też chciałam przestać istnieć. Wtedy katastrofa życiowa. Teraz "tylko" kumulacja stresu.
Są wokół kochani ludzie, którzy myślą, dbają, trwają. Jest też ktoś, kto jeśli nie powie się wyraźnie zostań, pójdzie tam gdzie łatwiej, wygodniej i przyjemniej. I boli, że to nie ja zostałam wybrana. At least I know where I'm standing.
Czytałam artykuł o pozytywnych emocjach, żeby cieszyć się tym co jest, a nie zamartwiać tym czego nie ma. Cieszyć, że ktoś chce ze mną spędzać czas, a nie rozpamiętywać, że ktoś inny nie. Nie umiem, staram się nauczyć, ale teraz nawet nie chce mi się próbować.
Wiem, że to przejdzie. Potrzeba czasu, rozwiązania pewnych spraw, które są poza mną. Daję sobie ten czas, daję przyzwolenie na każde zachowanie. Żeby przetrwać i nie dusić tego wszystkiego w sobie.
Zyskuje mieszkanie, bo z braku możności koncentracji na pracy wysprzątałam je dziś całe sama.

Wednesday, April 2

Jest taki dzień kiedy

jest mi źle.
Powodu niby nie ma: zdrowa, z pracą, względnie młoda, ludzie nie spluwają na mój widok (a jeśli nawet, to i tak robią to tak, że tego nie widzę)
Dziś, chciałabym móc się wycofać, stanąć z boku i powiedzieć: to ty sobie życie płyń, a ja poczekam, odpocznę, ktos inny popodejmuje za mnie decyzje.
Nie mam już siły
Tylko kogo to obchodzi?
Dlaczego ja mam zawsze być tą dzielną i dająca sobie radę?
Efekt jest taki, że ponoć "chcę wszystko kontrolować"- wcale nie chcę, jaki mam inny wybór?
Idę sobie popłakać. Dobrze, że Rezydent rezyduje dziś u miotły. Dziś nie będę musiała nikomu nic tlumaczyć, a jutro... jutro znów będę dzielna.
I mam nadzieję, że dzisiejszy nastrój to wina PMSa.