
Tak wyglądały moje stopy po 2 dniach w Rzymie. A co dopiero mówić o nosie ;)

A tak po zejściu z Wezuwiusza.
Plan misternie ułożony przed wyjazdem się nie ziścił, ale dobre dusze i tak twierdzą, że waga mi spadła.
Udało mi się natomiast:
- zaopiekować maleństwem Kobiety (Ambiwalentnie) Szczęśliwej i one obie to przeżyły,
- rozpocząć pracę bez wielkiego huku i mordu w oczach,
- zaprzyjaźnić z dwoma wakacyjnymi uczniami,
- posiąć mieszkanie w końcu na mą jedyną własność
- spotkać z BMM i tylko raz doprowadziło mnie to do łez (a i to na skutek jego uwagi o moim wyglądzie)
Mam też:
- ucznia patrzącego we mnie jak w obrazek, dzwoniącego i troskliwego, i sparowanego oczywiście.
- Don Pedra dzwoniącego zza mórz i oceanów pytajacego o adres, bo on mi właśnie wcześniejszy prezent urodzinowy wysyła,
- arcyciekawą i mądrą książkę o jedzeniu, którą się delektuję :)
- nową piękną sypialnię (aczkolwiek nabyłam awersji do zakupów w Ikea-very old Sweedish name-Friends)
Constans pozostaje:
- wiecznie humorzasty Rezydent, który coraz bardziej przypomina mi BMMa
- para kocic, które na jeden miesiąc zaadoptowały kocicę młodszą i wszystkie to przeżyły bez większych ubytków w sierści,
- naiwna wiara w ludzi oraz to, że przyjaciele nie kłamią i nie oszukują- pomiomo arcynegatywnych doświadczeń,
- niezawodne towarzystwo kobiet wokół
Nigdy natomiast:
-nie zrozumiem rodzaju męskiego. A tak się staram. Naprawdę.
Treat:
Ja: Kamil, have you ever been to Greece?
Kamil (przestrach w oczach): ?
Ja (wolniej i wyraźniej): Have you ever been to Greece?
Kamil: Czy chciałbym byc groszkiem?
Zwinęłam się ze śmiechu. Reszta grupy też.
2 comments:
oczywiście dokonałam nadinterpretacji zdania "posiąć mieszkanie w końcu na mą jedyną własność"... a tu jednak Kolega z Pietra - constans :(
Oj, no każdemu sie zdarza nadinterpretować, ale ponieważ się nie odzywam, to w zasadzie jakbym sama mieszkała, nie?
Post a Comment