Jutro o 5.oo Nowalijka wyrusza na podbój świata. Ciesze się, że ma możliwość, ciesze się, że zaczyna nowa przygodę. Wiem, że będzie jej cudnie, bo bedzie robić coś innego, bo będzie się w tym spełniać. Wiem, że będzie tęsknić. Wiem, że my też. I jest chyba jedyną osobą, dla której jestem w stanie zainstalować Skype i gadać przez net, bo zwykle to było dla mnie jakieś dziwne... Nawet jak Rezydent jeszcze pałał do mnie namiętnym uczuciem, co było dawno i nikt już tego nie pamięta, też Skype nie miałam...
Good Luck & fingers crossed. I klękajcie narody. Nowalijko, nie pozwól im z tych kolan wstać.
Monday, July 30
Usłyszałam, przeczytałam...
Za Onet.pl :
"Veronique Branquinho prezentuje stroje we wszystkich odcieniach szarości:od jasnej bieli po głęboką czerń." No a ponoć to ja się na kolorach nie znam (z Rezydentem nie rozmawiam nawet na ten temat, ale nawet on przyznał mi rację, że to zdanie nie ma sensu...).
Za Człowiekiem Mikrofonem(który cytował za jakimś kabaretem,ale nie wiem jakim):
" Lubię dobrą książkę. Nie czytam, ale lubię"
"Veronique Branquinho prezentuje stroje we wszystkich odcieniach szarości:od jasnej bieli po głęboką czerń." No a ponoć to ja się na kolorach nie znam (z Rezydentem nie rozmawiam nawet na ten temat, ale nawet on przyznał mi rację, że to zdanie nie ma sensu...).
Za Człowiekiem Mikrofonem(który cytował za jakimś kabaretem,ale nie wiem jakim):
" Lubię dobrą książkę. Nie czytam, ale lubię"
Thursday, July 26
Gdzie kobiet sześć tam...
gwar rozmów o dzieciach, mężach, partnerach, kosmetykach. Tam dobre wino, coś do pogryzienia i sery plesniowe, które w pewnym momencie postanowiły się rozlać na talerzu pod wpływem temperatury. Jednak przede wszytkim, tam niesamowita ilość ciepła. Wszytkim z Was, które miały być obecne, a nie były- gromkim głosem zakrzyknę żałujcie! Co nie oznacza, że nie można tego powtórzyć :) Dobrze mi.
Wednesday, July 25
Rewolucja
Mogę być nie wiadomo jak chora, mogę zwijać się z bólu, ale taki stan jakoś nie wywołuje odruchu opiekowania się mną u Wiecznego Marzyciela vel Rezydenta. No owszem czasem zrobi herbatę, czasem nawet coś do jedzenia, jednak zwykle mało chętnie. Aż tu dziś... Nowalijka nocowała, bo zabalowaliśmy do rana (czuję się bardziej jak jakiś uczniak- tu impreza, tam impreza- a nie dojrzała, bądź co bądź, kobieta). A rano, bez proszenia i przypominania,w zasadzie w ogóle bez słowa sugestii nawet, dostałysmy śniadanie, kawę, herbatę, moje śniadanie zostało zmienione, bo żołądek nie bardzo tolerował to, co zostało przygotowane. Później było jeszcze bardziej zadziwiająco, zaglądanie do mnie do sypialni, pytania jak się czuję i czy nie iść i mi czegoś nie kupić KILKA razy w ciągu dnia i (uwaga!) ściszenie muzyki do decybeli właściwie ledwie słyszalnych. On się mną po prostu opiekował. Miłe szalenie.
Tuesday, July 24
Blue
Posmutniałam. Przyczyna/ powód oczywiście jest. Tylko jakie to ma znaczenie?
PS a to coś na uśmiech http://nobojestjakjest.blog.onet.pl/2,ID232979017,index.html
PS a to coś na uśmiech http://nobojestjakjest.blog.onet.pl/2,ID232979017,index.html
Taka prawda
Oglądając w ubiegłym tygodniu TV usłyszalam, w którymś z programów informacyjnych, jak premier podsumowuje rok swojej pracy, do swoich sukcesów zaliczając min. "program zero edukacji". Dziennikarz nawet się nie zająknął i nie poprawił. Zgadzam się w pełnej rozciągłości.
Sunday, July 22
Weekendowe spotkania
Przyjechała Zuzka z Łukaszem. Pamiętam ją jako 3-4 letnią dziewczynkę, kiedy do Polski przyjachała z rodzicami i najmłodszą siostrą pierwszy raz. Teraz ma lat 24 i jest tu właściwie co roku. I nie minę się z prawdą wcale jak powiem, że wraz ze swoim ojcem, a od 10 lat też ze swoim chłopakiem, są moją ulubioną częścią Mojej Wielkiej Szwedzkiej Rodziny. Przyjechali specjalnie, żeby się z nami, Wrocławską częścią rodziny, zobaczyć- na jeden dzień, w drodze na urlop do Grecji.
Wczoraj właśnie zdałam sobie sprawę jaki mam do nich obojga wieli szacunek, jak dużą sympatię a do Ł. chyba po prostu słabość ;) Pomimo wychowania w bardzo patologicznej sytuacji Zuzka podtrzymuje więzy rodzinne, opiekuje się kim tylko się da i pamięta zawsze o tym, co kto lubi. Zawsze ze sobą przywozi jakiś drobiazg- zwykle taki sam dla całej rodziny (żeby nikt nie czuł się gorszy), ale zdaje się mam u niej wyjątkowe względy, bo zamiast typowo szwedzkich smakołyków dostałam swoje ulubione cukierki, które tam właśnie jadłam po raz pierwszy. Oczywiście cukierki są i u nas do kupienia od pewnego czasu, ale ten konkretny smak- jabłkowo-gruszkowe, jest absolutna nowością. Zawsze mnie rozczula takimi gestami. BMM'a też zwykle rozczulała pamiętając o solonych lakrisach (cukierkach lukrecjowych).
Słabość do Ł. wiąże się z tym jak z anielską wręcz cierpliwością znosi wszystkie histerie Zuzki, jak zawsze uczestniczy we wszystkich spotkaniach rodzinnych aktywnie w nich uczestnicząc, pamietając czym kto się zajmuje, co lubi etc. oraz absolutną opiekuńczością jeżeli chodzi o kobiety. Nie mogę też pominąć faktu, że widząc mnie całkowiecie szczerze (słychać to, tak?) stwierdził- świetnie wyglądasz. Razem są cudną parą i nie wyobrażam ich sobie osobno.
Na obiedzie u Braboniów- bo gdzież indziej mogłoby się odbyć rodzinne spotkanie- był też Słowik ze swoją wkrótce żoną, Kobietą Gospodarną. Rozmawialiśmy o ich ślubie, 22 września, o jej wyczekanej ciąży (prawdopodbnie, bo to dopiero 4 tyg.). Patrzyłam na te dwie pary, widziałam wszystkie różnice- w ambicjach, celach życiowych, pragnieniach i ogólnie pojetym stosunku do rzeczywistości- i czułam sie jak taka doświadczona kwoka z pobłażaniem i rozczuleniem patrząca na młode kurczaki. Przypomniałam sobie wszystkie swoje przygotowania, pomysły itd. związane ze ślubem. I chyba nawet nie byłam zaskoczona, że to mimo wszytskiego, co się z BMMem stało są to miłe, ciepłe, przepełnione miłością wspomnienia.
Wieczorno-nocne spotkanie z Nowalijką obfitowało jak zwykle w wyznania. Już jakoś tak mamy, że albo głupawa totalna, albo poważne rozmowy.
Była też długa rozmowa z Kobietą Kiedyś-Szczęśliwą. I przerażajaca konkluzja tej rozmowy. Kobieta, która urodzi dziecko zostaje z nim zupełnie sama. I to nie dlatego, że partner nie chce uczestniczyć w opiece, ale dlatego, że ona zrobi wszystko szybciej (usłyszy kwilenie dziecka) oraz dlatego, że partnerzy zwykle nie mają pojęcia ile taka opieka zajmuje czasu i wydaje im się, że to tylko nakarmic i przewinąć- a to ileż, no ileż może zając czasu. Strasznie smutne. Ale ja i tak dalej chcę mieć dzieci. Tylko na to jakoś się nie zanosi...
Wczoraj właśnie zdałam sobie sprawę jaki mam do nich obojga wieli szacunek, jak dużą sympatię a do Ł. chyba po prostu słabość ;) Pomimo wychowania w bardzo patologicznej sytuacji Zuzka podtrzymuje więzy rodzinne, opiekuje się kim tylko się da i pamięta zawsze o tym, co kto lubi. Zawsze ze sobą przywozi jakiś drobiazg- zwykle taki sam dla całej rodziny (żeby nikt nie czuł się gorszy), ale zdaje się mam u niej wyjątkowe względy, bo zamiast typowo szwedzkich smakołyków dostałam swoje ulubione cukierki, które tam właśnie jadłam po raz pierwszy. Oczywiście cukierki są i u nas do kupienia od pewnego czasu, ale ten konkretny smak- jabłkowo-gruszkowe, jest absolutna nowością. Zawsze mnie rozczula takimi gestami. BMM'a też zwykle rozczulała pamiętając o solonych lakrisach (cukierkach lukrecjowych).
Słabość do Ł. wiąże się z tym jak z anielską wręcz cierpliwością znosi wszystkie histerie Zuzki, jak zawsze uczestniczy we wszystkich spotkaniach rodzinnych aktywnie w nich uczestnicząc, pamietając czym kto się zajmuje, co lubi etc. oraz absolutną opiekuńczością jeżeli chodzi o kobiety. Nie mogę też pominąć faktu, że widząc mnie całkowiecie szczerze (słychać to, tak?) stwierdził- świetnie wyglądasz. Razem są cudną parą i nie wyobrażam ich sobie osobno.
Na obiedzie u Braboniów- bo gdzież indziej mogłoby się odbyć rodzinne spotkanie- był też Słowik ze swoją wkrótce żoną, Kobietą Gospodarną. Rozmawialiśmy o ich ślubie, 22 września, o jej wyczekanej ciąży (prawdopodbnie, bo to dopiero 4 tyg.). Patrzyłam na te dwie pary, widziałam wszystkie różnice- w ambicjach, celach życiowych, pragnieniach i ogólnie pojetym stosunku do rzeczywistości- i czułam sie jak taka doświadczona kwoka z pobłażaniem i rozczuleniem patrząca na młode kurczaki. Przypomniałam sobie wszystkie swoje przygotowania, pomysły itd. związane ze ślubem. I chyba nawet nie byłam zaskoczona, że to mimo wszytskiego, co się z BMMem stało są to miłe, ciepłe, przepełnione miłością wspomnienia.
Wieczorno-nocne spotkanie z Nowalijką obfitowało jak zwykle w wyznania. Już jakoś tak mamy, że albo głupawa totalna, albo poważne rozmowy.
Była też długa rozmowa z Kobietą Kiedyś-Szczęśliwą. I przerażajaca konkluzja tej rozmowy. Kobieta, która urodzi dziecko zostaje z nim zupełnie sama. I to nie dlatego, że partner nie chce uczestniczyć w opiece, ale dlatego, że ona zrobi wszystko szybciej (usłyszy kwilenie dziecka) oraz dlatego, że partnerzy zwykle nie mają pojęcia ile taka opieka zajmuje czasu i wydaje im się, że to tylko nakarmic i przewinąć- a to ileż, no ileż może zając czasu. Strasznie smutne. Ale ja i tak dalej chcę mieć dzieci. Tylko na to jakoś się nie zanosi...
Friday, July 20
Belkę w oku innego a źdżbła trawy w swoim nie
Otóż jestem:
- ironiczna
- cyniczna (czym sprawiam przykrość i nawet tego nie widzę)
- złośliwa
- wredna
- zazdrosna
- głupia (no to przy innej okazji, ale raportuję zbiorczo)
- przewrażliwiona na swoim punkcie
- nie zwracam uwagi na świat wokól mnie
- nie chcę żyć w zgodzie
- wiecznie tylko się czepiam i narzekam
- domagam się adoracji i przeprosin
- mój wkład w prace domowe jest właściwie żaden
Żródło mam nadzieję jasne. Przyjaciel.
- ironiczna
- cyniczna (czym sprawiam przykrość i nawet tego nie widzę)
- złośliwa
- wredna
- zazdrosna
- głupia (no to przy innej okazji, ale raportuję zbiorczo)
- przewrażliwiona na swoim punkcie
- nie zwracam uwagi na świat wokól mnie
- nie chcę żyć w zgodzie
- wiecznie tylko się czepiam i narzekam
- domagam się adoracji i przeprosin
- mój wkład w prace domowe jest właściwie żaden
Żródło mam nadzieję jasne. Przyjaciel.
O tym jak nie jestem kobietą próżną
W pamiętny czwartek, kiedy to przegadałam lekcję z Młodym Einsteinem usłyszałam od niego bardzo mądrą uwagę. Mianowicie, że kobiety są próżne i wystarczy tą ich próżnośc zaspokoić, żeby owinąc je sobie wokół palca czy innej części ciała.
Jak bardzo mądra uwaga to była przekonałam się w ubiegły piątek, kiedy to po imprezie urodzinowej pewnej znajomej Rezydent namówił mnie na kontynuację wieczoru w Krowie. Przypadkowo spotkałam tam znajomego mojej kuzynki. Pogadaliśmy chwilę, przypomniałam mu skąd się znamy i jak dla mnie sprawa byłą zakończona. On widocznie uznał inaczej, bo towarzyszył mi cały wieczór. Rozmowa i owszem była ciekawa, ale dla mnie zdecydowanie bardziej interesujace były jego sposoby na zaspokojenie mojej próżności. Otóż stwierdził na przykład, że często przychodzę do Krowy (ale odkrycie) i, że on zapamiętał moje oczy, włosy i w ogóle twarz. Potem zapytał o mój wiek (kobietę o wiek- błąd kardynalny!), a jak dowiedział się, że mam dokładnie tyle samo lat, co owa moja kuzynka skontatował, że w takim razie wie jakie mam pragnienia. Reszta wieczoru była jeszcze lepsza- nie udało mi się zapamiętać wszystkiego, ale dwa kąski utkwiły mi w pamięci. W pewnym momencie mój "adorator" odwrócił wzrok i głowę i ewidentnie, bardzo teatralnie zresztą, posmutniał. Ja jako kobieta uczuciowa, zapytałam co się stało. W odpowiedzi usłyszałam, że dobrze mu ze mną i, że nie sądził, że jeszcze kiedyś te słowa powie. Na co ja, wredna żmija, zapytałam, co jeszcze chciałby powiedzieć, a nie sądził, że powie. A on mi na to, że to nigdy nie zabrzmi. Uwierzycie mi jak powiem, że cały czas zachowałam powagę i nie parsknęłam śmiechem tłumiąc go głęboko w moim brzuchu? Oczywiście próbował też "organoleptycznie" się do mnie zbliżyć, ale jakoś mu się nie udało. Odjechałam taksówką w siną dal a on stał na krawężniku melodramatycznie zapatrzony jak znikam za rogiem.
Spotkałam go dziś, przypadkiem. Siedziałam sobie na bulwarze nad Odrą, czytałam babską gazetę a tu patrzę idzie amant. Przysiadł się, chwilę pogadaliśmy, ale jakoś już nie był tak zachwycony moimi oczami, włosami itp itd... Pewnie za mały dekold miałam...
PS Młody Einstein odwołał lekcję z przyczyn niezlaeżnych. A ja o 7 rano wstawałam, żeby chatę ogarnąć. Ech ta młodzież, za grosz szacunku do starszych kobiet.
PS 2 W babskiej gazecie czytałam raport o anoreksji i bulimii. Całość sprowadza się do tego, że kobiety się tak katują, bo maja małe, często w ogóle nie istniejące, poczucie własnej wartości. I jak ów amant tak beztrosko pominął mój wygląd, pomyślałam, no tak nie mam makijażu, spocona po całym dniu ergo "smakowitym kąskiem" trudno mnie nazwać. Zaraz potem pomyślałam, że to przecież dokładnie taki sposób myślenia jak u bohaterek tamtego raportu. Tylko im zależało na kaceptacji bliskim im osobom, a amant przecież jest dla mnie obcym człowiekiem. I cieszę się, że sobie to uświadomiłam. Może jednak jestem próżna?
Jak bardzo mądra uwaga to była przekonałam się w ubiegły piątek, kiedy to po imprezie urodzinowej pewnej znajomej Rezydent namówił mnie na kontynuację wieczoru w Krowie. Przypadkowo spotkałam tam znajomego mojej kuzynki. Pogadaliśmy chwilę, przypomniałam mu skąd się znamy i jak dla mnie sprawa byłą zakończona. On widocznie uznał inaczej, bo towarzyszył mi cały wieczór. Rozmowa i owszem była ciekawa, ale dla mnie zdecydowanie bardziej interesujace były jego sposoby na zaspokojenie mojej próżności. Otóż stwierdził na przykład, że często przychodzę do Krowy (ale odkrycie) i, że on zapamiętał moje oczy, włosy i w ogóle twarz. Potem zapytał o mój wiek (kobietę o wiek- błąd kardynalny!), a jak dowiedział się, że mam dokładnie tyle samo lat, co owa moja kuzynka skontatował, że w takim razie wie jakie mam pragnienia. Reszta wieczoru była jeszcze lepsza- nie udało mi się zapamiętać wszystkiego, ale dwa kąski utkwiły mi w pamięci. W pewnym momencie mój "adorator" odwrócił wzrok i głowę i ewidentnie, bardzo teatralnie zresztą, posmutniał. Ja jako kobieta uczuciowa, zapytałam co się stało. W odpowiedzi usłyszałam, że dobrze mu ze mną i, że nie sądził, że jeszcze kiedyś te słowa powie. Na co ja, wredna żmija, zapytałam, co jeszcze chciałby powiedzieć, a nie sądził, że powie. A on mi na to, że to nigdy nie zabrzmi. Uwierzycie mi jak powiem, że cały czas zachowałam powagę i nie parsknęłam śmiechem tłumiąc go głęboko w moim brzuchu? Oczywiście próbował też "organoleptycznie" się do mnie zbliżyć, ale jakoś mu się nie udało. Odjechałam taksówką w siną dal a on stał na krawężniku melodramatycznie zapatrzony jak znikam za rogiem.
Spotkałam go dziś, przypadkiem. Siedziałam sobie na bulwarze nad Odrą, czytałam babską gazetę a tu patrzę idzie amant. Przysiadł się, chwilę pogadaliśmy, ale jakoś już nie był tak zachwycony moimi oczami, włosami itp itd... Pewnie za mały dekold miałam...
PS Młody Einstein odwołał lekcję z przyczyn niezlaeżnych. A ja o 7 rano wstawałam, żeby chatę ogarnąć. Ech ta młodzież, za grosz szacunku do starszych kobiet.
PS 2 W babskiej gazecie czytałam raport o anoreksji i bulimii. Całość sprowadza się do tego, że kobiety się tak katują, bo maja małe, często w ogóle nie istniejące, poczucie własnej wartości. I jak ów amant tak beztrosko pominął mój wygląd, pomyślałam, no tak nie mam makijażu, spocona po całym dniu ergo "smakowitym kąskiem" trudno mnie nazwać. Zaraz potem pomyślałam, że to przecież dokładnie taki sposób myślenia jak u bohaterek tamtego raportu. Tylko im zależało na kaceptacji bliskim im osobom, a amant przecież jest dla mnie obcym człowiekiem. I cieszę się, że sobie to uświadomiłam. Może jednak jestem próżna?
Thursday, July 19
Zmiana planów
No to Młody Einstein wykpił się od obowiazków zachwycania się przełożeniem lekcji na jutro. A jutro yahoo przewiduje tylko interesujace rozmowy, no cóż, dobre i to :)
Wednesday, July 18
It's written in the stars
Do you have a fan? Today, don't be surprised if you notice someone saying wonderful things about you as soon as you enter the room, talking about how well you dress, or going on and on about how no one is quite as clever as you. Are they buttering you up to ask for a loan or a favor? Nope -- they truly admire you! And in an unconscious way, they are trying to get you to admire them. You need to try to get used to this adoration, because your popularity is exploding.
Ciekawe tylko, czy Młody Einstein wie o tym jak powinien się zachować jutro zaraz po przekroczeniu progu mojego domu- to jedyna osoba którą wiem, że jutro spotkam. To, że Rezydent nie będzie piał z zachwytu na mój widok i jak tylko się odezwę wiem przecież doskonale....
Pfffffffffff.
Ciekawe tylko, czy Młody Einstein wie o tym jak powinien się zachować jutro zaraz po przekroczeniu progu mojego domu- to jedyna osoba którą wiem, że jutro spotkam. To, że Rezydent nie będzie piał z zachwytu na mój widok i jak tylko się odezwę wiem przecież doskonale....
Pfffffffffff.
Tuesday, July 10
Some things get lost, some are found.
Znalazłam w końcu nowe perfumy, które od tej pory, aż do ich zmiany- ostatnie trwały 10 lat- będą moim trademark. Są świeże, jak określił Barboń melonowe, ale mają w sobie to coś.... są i na dzień i na wieczór. Takich właśnie szukałam, bo będąc uczuloną na alkohol perfumuję włosy, a nie zawsze mam okazję je umyć jeśli wychodzę wieczorem ergo nie mogę też zmienić perfum na wieczorowe.
Nie znalazłam jeszcze tylko cienia, który będzie moją podstawą, a z przerażeniem zauważyłam dziś, że kończą mi się moje ukochane kolory. Jutro mam spotkanie z Pania Kasią i bardzo już nie mogę się doczekac tego, co wyczaruje na mojej twarzy... I mam nadzieję umówić się też z Panią Edytą i wyglądać wtedy już całkiem zabójczo. Dla samej siebie.
Po doświadczeniach weekendowych mam ochotę wycofać się, mam ochotę robić wszystko sama, sama iśc do kina, sama być w domu, sama iść na zakupy, sama, sama, sama. Ciekawe, jak bardzo można się pomylić w ocenie ludzi, których wydawałoby się zna się dobrze. Jak bardzo można nieakceptować ich zachowania, jak tak naprawdę właściwie w jednej chwili stali sie obcy, jak bardzo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ciekawe też jak długo ten stan zostanie.
Dziś Barbonie zapytali mnie o NZ. Dalej chcę tam wyjechać, a oni nawet nie oponowali. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, będę w stanie dać im dokładnie takie wsparcie, jak oni mnie od czasu rozwodu.
Fizyczne obrzydzenie dalej obecne. Zaczynam się już przyzwyczajać do uczucia głodu, który jakoś szczególnie dotkliwie mnie dopadł zaraz po przekroczeniu progu domu Barboniów. Barbonia oczywiście nakarmiła swoje głodne dziecko. W moim własnym domu dalej nie chce mi się nic jeść, z rozsądku rano wmusiłam w siebie pomidora, w końcu 3 dni głodówki, to raczej mało normalne...
Nie znalazłam jeszcze tylko cienia, który będzie moją podstawą, a z przerażeniem zauważyłam dziś, że kończą mi się moje ukochane kolory. Jutro mam spotkanie z Pania Kasią i bardzo już nie mogę się doczekac tego, co wyczaruje na mojej twarzy... I mam nadzieję umówić się też z Panią Edytą i wyglądać wtedy już całkiem zabójczo. Dla samej siebie.
Po doświadczeniach weekendowych mam ochotę wycofać się, mam ochotę robić wszystko sama, sama iśc do kina, sama być w domu, sama iść na zakupy, sama, sama, sama. Ciekawe, jak bardzo można się pomylić w ocenie ludzi, których wydawałoby się zna się dobrze. Jak bardzo można nieakceptować ich zachowania, jak tak naprawdę właściwie w jednej chwili stali sie obcy, jak bardzo nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ciekawe też jak długo ten stan zostanie.
Dziś Barbonie zapytali mnie o NZ. Dalej chcę tam wyjechać, a oni nawet nie oponowali. Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, będę w stanie dać im dokładnie takie wsparcie, jak oni mnie od czasu rozwodu.
Fizyczne obrzydzenie dalej obecne. Zaczynam się już przyzwyczajać do uczucia głodu, który jakoś szczególnie dotkliwie mnie dopadł zaraz po przekroczeniu progu domu Barboniów. Barbonia oczywiście nakarmiła swoje głodne dziecko. W moim własnym domu dalej nie chce mi się nic jeść, z rozsądku rano wmusiłam w siebie pomidora, w końcu 3 dni głodówki, to raczej mało normalne...
Monday, July 9
Revolting species
Obrzydzenie mnie ogarania jak sobie pomyślę o rodzaju męskim na tym łez padole.
Bo tak:
-w niedzielę na 3 urodziny Krowy poszłam z Młodym Einsteinem. Zaprosiłam go i w ogóle- tak byłam wyemancypowana. Wyglądałam jak milion dolarów i spóźniłam się przepisowo 15 min. A ten dotąd młody i czarujący człowiek a) nie podszedł, żeby otworzyć mi drzwi taksówki, jak mnie zauważył i jak nakazuje obyczaj; b) pozostawił mnie na pastwę losu i innych uczstników imprezy, bo musiał zawieźć gdzieś brata; c) przepadał gdzieś nagle i jak po jakimś czasie udawało mi się go przuważyć rozmawiał z jakimiś znajomymi; d) dopiero po jakiś 3h przyszło mu do głowy, że jak idzie po napój to należałoby się mnie zapytać czy też ochoty nie mam; e) słowem nie skomentował mojego wyglądu- nawet zaatakowany- żartobliwie, ale zawsze- wprost. Nosz trochę całą impreze nie mogłam wyjść ze zdumienia, że to ten sam Einstein, na którego temat takie peany piałam i że jemu to już w ogóle nie trzeba nic tłumaczyć co należy, a czego nie. Poczucie generalnie miałam takie, że mimo, iż przyszliśmy razem, przypadkowo się na imprezie spotkaliśmy no i wyszliśmy razem. Miał na tyle przyzwoitości, żeby mnie odprowadzić do domu i zainteresować się czy jest mi zimno czy nie i zaoferować kurtkę, którą przyjęłam z pewna dozą wdzięczności. I nie bardzo mam już ochotę umawiac się z nim na lekcje.
- praktycznie każdy facet znajomy mnie- nieistotne czy sparowany czy nie- po spożyciu jakiejśtam ilości alkoholu zaczyna się robić klejacy i obłapujący. Grossssssss.
- w znakomitej większości kobiety są przez nich traktowane tylko i wyłącznie jak obiekty seksualne- to już niezależnie od stanu spożycia. Double grosssssssssss.
- Nowy Uczeń od Zrzeszonych, widząc mnie może po raz piaty chyba w życiu, tym razem w odrobinę mocniejszym makijażu, stwierdził najpierw, że ładnie wyglądam, a zaraz potem powiedział, że mam za mocno pomalowane oczy. Czy tylko ja widzę tu contradiction in terms?! ż nei bardzo mam ochotę się umawiac na lekcje. Dlatego skomasowałam ich w jednym dniu- co mi się będzie smród wlókł przez cały tydzień.....
-ponoć to kobiety mają fochy- tak "sfoszonych" kobiet jak "sfoszeni" potrafią być faceci w życiu nie widziałam.
- właściwie wszystkie znane mi kobiety odnosza zdecydowanie większe sukcesy zawodowe, więcej zarabiają i wiedzą czego chcą w odróznieniu od ich pertnerów zyciowych. BMM stanowi tu niechlubny przykład.
Mogłabym tak w nieskończoność dziś chyba i dobrze, żedziś wyjatkowo żaden mi się jakoś bardziej nie naraził, bo bym go zmiażdżyła symultanicznie spojrzeniem i słowami.
Na szczęście są jeszcze chlubne wyjątki a wśród nich (wyłaczajac rodzinę, bo to stronnicze) GZP i Kolega Germanista. Jak ktoś zna jeszcze jakiś to ja bardzo chetnie poznam, bo przysięgam, gdyby nie ww uważałabym, że cały gatunek należy wybić do cna. Kobiety rulez.
A tak poza tym była u mnie impreza i niepomna własnych przekonań, że ludzi NIE wolno mieszać, pomieszałam towarzystwo, w rezultacie czego zrobiły się dwie podimprezy. Nadto dwójka młodych zamknęłam się BEZ pytania w MOJEJ sypialni i nie wychodziła stamtąd długo!!!!! Na szczęście nie tylko mnie to oburzyło. A na deser jeszcze ponieważ sama sobie robiłam drinki, a wprawy w tym nie mam, nie upiłam się, ale zatruć udało mi się koncertowo. Na szczęście wiem już, że koszmar żołądkowy kończy się w okolicach 14.00 a głowa jakoś nigdy mnie nie boli. Plus jest taki, że wczoraj nie jadłam nic, dziś dwie marne łyżki sałatki i nie czuję się głodna. Fajna taka dieta. Jeszcze gdybym tylko mogła sypiać lepiej byłoby cudownie.
PS Rezydent do obrzydzenia się oczywiście przyczynił w dużym stopniu i autentycznie nie mogę ani na niego patrzeć, ani słuchać, ani w ogóle nic. I autentycznie jest mi fizycznie niedobrze.
Bo tak:
-w niedzielę na 3 urodziny Krowy poszłam z Młodym Einsteinem. Zaprosiłam go i w ogóle- tak byłam wyemancypowana. Wyglądałam jak milion dolarów i spóźniłam się przepisowo 15 min. A ten dotąd młody i czarujący człowiek a) nie podszedł, żeby otworzyć mi drzwi taksówki, jak mnie zauważył i jak nakazuje obyczaj; b) pozostawił mnie na pastwę losu i innych uczstników imprezy, bo musiał zawieźć gdzieś brata; c) przepadał gdzieś nagle i jak po jakimś czasie udawało mi się go przuważyć rozmawiał z jakimiś znajomymi; d) dopiero po jakiś 3h przyszło mu do głowy, że jak idzie po napój to należałoby się mnie zapytać czy też ochoty nie mam; e) słowem nie skomentował mojego wyglądu- nawet zaatakowany- żartobliwie, ale zawsze- wprost. Nosz trochę całą impreze nie mogłam wyjść ze zdumienia, że to ten sam Einstein, na którego temat takie peany piałam i że jemu to już w ogóle nie trzeba nic tłumaczyć co należy, a czego nie. Poczucie generalnie miałam takie, że mimo, iż przyszliśmy razem, przypadkowo się na imprezie spotkaliśmy no i wyszliśmy razem. Miał na tyle przyzwoitości, żeby mnie odprowadzić do domu i zainteresować się czy jest mi zimno czy nie i zaoferować kurtkę, którą przyjęłam z pewna dozą wdzięczności. I nie bardzo mam już ochotę umawiac się z nim na lekcje.
- praktycznie każdy facet znajomy mnie- nieistotne czy sparowany czy nie- po spożyciu jakiejśtam ilości alkoholu zaczyna się robić klejacy i obłapujący. Grossssssss.
- w znakomitej większości kobiety są przez nich traktowane tylko i wyłącznie jak obiekty seksualne- to już niezależnie od stanu spożycia. Double grosssssssssss.
- Nowy Uczeń od Zrzeszonych, widząc mnie może po raz piaty chyba w życiu, tym razem w odrobinę mocniejszym makijażu, stwierdził najpierw, że ładnie wyglądam, a zaraz potem powiedział, że mam za mocno pomalowane oczy. Czy tylko ja widzę tu contradiction in terms?! ż nei bardzo mam ochotę się umawiac na lekcje. Dlatego skomasowałam ich w jednym dniu- co mi się będzie smród wlókł przez cały tydzień.....
-ponoć to kobiety mają fochy- tak "sfoszonych" kobiet jak "sfoszeni" potrafią być faceci w życiu nie widziałam.
- właściwie wszystkie znane mi kobiety odnosza zdecydowanie większe sukcesy zawodowe, więcej zarabiają i wiedzą czego chcą w odróznieniu od ich pertnerów zyciowych. BMM stanowi tu niechlubny przykład.
Mogłabym tak w nieskończoność dziś chyba i dobrze, żedziś wyjatkowo żaden mi się jakoś bardziej nie naraził, bo bym go zmiażdżyła symultanicznie spojrzeniem i słowami.
Na szczęście są jeszcze chlubne wyjątki a wśród nich (wyłaczajac rodzinę, bo to stronnicze) GZP i Kolega Germanista. Jak ktoś zna jeszcze jakiś to ja bardzo chetnie poznam, bo przysięgam, gdyby nie ww uważałabym, że cały gatunek należy wybić do cna. Kobiety rulez.
A tak poza tym była u mnie impreza i niepomna własnych przekonań, że ludzi NIE wolno mieszać, pomieszałam towarzystwo, w rezultacie czego zrobiły się dwie podimprezy. Nadto dwójka młodych zamknęłam się BEZ pytania w MOJEJ sypialni i nie wychodziła stamtąd długo!!!!! Na szczęście nie tylko mnie to oburzyło. A na deser jeszcze ponieważ sama sobie robiłam drinki, a wprawy w tym nie mam, nie upiłam się, ale zatruć udało mi się koncertowo. Na szczęście wiem już, że koszmar żołądkowy kończy się w okolicach 14.00 a głowa jakoś nigdy mnie nie boli. Plus jest taki, że wczoraj nie jadłam nic, dziś dwie marne łyżki sałatki i nie czuję się głodna. Fajna taka dieta. Jeszcze gdybym tylko mogła sypiać lepiej byłoby cudownie.
PS Rezydent do obrzydzenia się oczywiście przyczynił w dużym stopniu i autentycznie nie mogę ani na niego patrzeć, ani słuchać, ani w ogóle nic. I autentycznie jest mi fizycznie niedobrze.
Subscribe to:
Posts (Atom)