...a potem wróciłam z Londynu. Nie mogę uwierzyć, że to już miesiąc. Mam wrażenie, że im starsza jestem tym szybciej upływa mi czas. A Londyn był absolutnie fenomenalny i to pod każdym względem.
Pogoda cudowna- generalnie ciepło, no wieczorami lodowato, ale co tam.
Towarzystwo cudowne- Zwariowana Kuzynka traktujaca mnie jak królewnę co najmniej, dbająca o dosłownie wszystko od dogrzewania w pokoju, żebym nie zmarzła, przez dogadzanie kulinarne po metafizyczne rozmowy zakończone naszym placzem.
Przewodników po Londynie miałam, że hoho. Niczym nie musiałam sie martwić- ani transportem, ani tym, co zobaczyć, ani jak tam trafić. A widziałam wszystko chyba (Londyn mam w nogach tak samo jak Nowy York) od oczywiście turystycznego centrum, przez ciche i pastelowe Notting Hill (z jedynym chyba na świecie domem pomalowanym w kropki), Camden Town z dzikim tłumem ludzi, straganów kiczu i oszałamiajacych zapachów orientalnego jedzenia, po Greenwich z zimnym przenikliwym wiatrem, spacerem tunelem POD Tamizą i kolejką bezobslugową wiodącą na londyńskie wyspy kanaryjskie. Było też Primorose Hill z tak bajecznym światłem, że czułam się tak błogo, jakbym istniała w świecie równoległym i żadne troski tego świata mnie nie dotyczyły. No i nie można zapomnieć o wycieczce na cmetarz, który jak już do niego dotarłyśmy był oczywiście zamknięty, a pierwszą rzeczą, jaka zauważylam na ogrodzeniu była informacja, że to miejsce niebezpieczne i należy się trzymać od niego z daleka. Czy muszę wspominać, że było ciemno, a na ulicy ani zywej duszy 9martwych jak mniemam azż nadto tuż za ogrodzeniem).
Podróżowanie po Londynie jest rzeczywiscie mega łatwe, jak już się człowiek zorientuje co i jak z koleją, metrem, autobusami itp (no i jak ma obok siebie dwie super-hiper zorientowane i doświadczone Kobiety). No chyba, że własnie są roboty drogowo-kolejowe i pociagi przestają jeżdzić, a komunikacja zastępcza owszem jest, ale autobusy jadace w pożądanym kierunku jakoś wcześniej niż po poł godzinie czekania na lodowatym wietrze nie przyjeżdżają. Można też jadąc na lotnisko wsiąść w pociąg jadący i owszem w wybranym kierunku, ale na około i zamiast 20 min. podróżowac dwa razy dłużej w skutek czego dostac się do autobusu jadącego na lotnisko 30 min. później, a po przedarciu się przez tłoczne centrum Londynu zobaczyć mega super hiper korek na autostradzie i ostrzeżenie HUGE DELAYS. Czy się denerwowałam? Ależ. Czy zdążyłyśmy? Ależ :) Jednak lot był najokropniejszy jaki miałam, w dodatku niewinny katar zaskutkował zatkaniem uszu, zatok szczekowych i bólem takim, że chciałam krzyczeć. Czy krzyczałam? Ależ.
Dwie obserwacje: kobiety nawet w najbardziej trzaskające zimno chodzą tam w klapkach założonych na gołe stopy. Tak, cieszę się, że mam mózg, uzywam go nawet i zakladam rajstopy oraz kozaki.
Napój kokosowy kupiony w China Town smakuje jak słodka woda po ugotowaniu ryżu. Myślę, że kupiony w innym miejscu też tak smakuje.
Zrobiłam zakupy w wyniku których moja szafa wzbogaciła się o dwie pary spodni letnich, mega miekki szlafrok, a Rezydent z okazji nadchodzących urodzin dostał wymarzoną wodę toaletową. Czy lubię robić prezenty? Ależ.
Friday, March 21
Subscribe to:
Posts (Atom)