Wednesday, July 25

Rewolucja

Mogę być nie wiadomo jak chora, mogę zwijać się z bólu, ale taki stan jakoś nie wywołuje odruchu opiekowania się mną u Wiecznego Marzyciela vel Rezydenta. No owszem czasem zrobi herbatę, czasem nawet coś do jedzenia, jednak zwykle mało chętnie. Aż tu dziś... Nowalijka nocowała, bo zabalowaliśmy do rana (czuję się bardziej jak jakiś uczniak- tu impreza, tam impreza- a nie dojrzała, bądź co bądź, kobieta). A rano, bez proszenia i przypominania,w zasadzie w ogóle bez słowa sugestii nawet, dostałysmy śniadanie, kawę, herbatę, moje śniadanie zostało zmienione, bo żołądek nie bardzo tolerował to, co zostało przygotowane. Później było jeszcze bardziej zadziwiająco, zaglądanie do mnie do sypialni, pytania jak się czuję i czy nie iść i mi czegoś nie kupić KILKA razy w ciągu dnia i (uwaga!) ściszenie muzyki do decybeli właściwie ledwie słyszalnych. On się mną po prostu opiekował. Miłe szalenie.

No comments: