Thursday, January 17
Przepych, przesyt i nadatek
Mam w sobie wiele słów. Wypowiadam je na głos, wypowiadam je szeptem, wypłakuję je i wykrzykuję bezgłośnie w mojej głowie. Kiedyś, na studiach Pan Od Tłumaczeń powiedział, że trwa odwieczny spór między lingiwstami a filozofami- co było pierwsze myśl czy słowo. Ja dziś wiem jedno. Słowa kreują rzeczywistość, słowa zmieniają rzeczywistość. Słowa są potężne. Im więcej ich artykuuję, tym więcej ich jest. Są różne- gorzkie, zawiedzione, znużone, smutne, wściekłe, zdziwione. Rozrzucam je wokół, a one wracają, kotłują mi się w głowie, nie pozwalają spać. Zostawiam je w kawiarni, zostawiam w pracy, zostawiam na ulicy. Próbuję je utopić w wannie, na basenie, we łzach. A one żyją, prześladują, wracają nieustannie. "dlaczego" jest najbardziej wytrwałe, uparte i nieprzejednane. Dlaczego? No właśnie- dla czego?
Wednesday, January 2
Zakrapiany sylwester czyli burza na 58m2
Jeśli nie widzieliście As Good As It Gets (Lepiej późno niż później) to musicie zobaczyć, bo inaczej nie będziecie w stanie wyobrazić sobie jak wygladałam zanosząc się szlochem, jak główna bohaterka tego filmu, przez właściwie cały sylwester. Jedynie efekty dźwiękowe mi nie towarzyszyły takie jak jej- za to wizualnie na bank ją przebiłam. Powód- a żebym to ja je wszystkie teraz pamiętała. Co nie oznacza, że 1 stycznia nie był kontynuacją fontanny łez. Ale:
1. Imprezę sylwetsrową spędziłam w towarzystwie cudnie ciepłych i życzliwych ludzi.
2. Jeść nie mogłam przez cały dzień (no bo jak tu jeść skoro nałykałam się tyle łez?) więc jak już usiadłam do stołu suto zastawionego jadłem i napitkiem i zjadłam, to o godzinie "0" zamiast składać życzenia piękne, to ja myślałam, żeby jak najszybciej do kibelka się udać i czy zdażęjednak wznieść toast...
3. Toast noworoczny wznosiłam najlepiej zmrożonym winem musującym na świecie- butelka od tygodnia siedziała w zamrażalniku, więc jej zawartość zamarzła. Byłam przekonana, że alkohol nie zamarza tak? Wino to alkohol, tak? No, to o co to halo? Na szczęście 21 min przed końcowym odliczaniem pomyślałam, żeby ją wyciągnąć i pod ciepłą wodą zdążyła oddajać na tyle, żeby było jak wznieść toast. Moi goście nie, ale ja miałam w lampce lody szampańskie. Mówiłam już, że jestem kobietą luksusową?
4. 1 dzień nowego roku przywitałam w pustym, nie licząc Milki, i posprzątanym mieszkaniu. Jako, że godzina była prawie południowa ubrałam się i poszłam wyprowadzić na spacer psa Poety-Prozaika, który bawił się w Berlinie (poeta bawił, nie pies). W ten sposób udało mi się zaliczyć nowowroczny spacer. Całkiem przyjemny i nawet nie zmarzłam wcale.
5. Udało mi się też wygrać bilety na koncert noworoczny do filharmonii i odstąpiłam je barboniom.
Jeśli nowy rok ma być taki jak jego pierwszy dzień to: minie mi na łonie natury i w domowych pieleszach w towarzystwie Milko only, jadła wszelakiego jak i słodkości mi nie zabraknie, a oczy na pewno będe miała w mokrym miejscu. Do tego fortuna będzie mi sprzyjać, a ja będę się nią dzielić. W grudniu zobaczymy, czy po tym wpisie będę mogła napisać cnd/u.
1. Imprezę sylwetsrową spędziłam w towarzystwie cudnie ciepłych i życzliwych ludzi.
2. Jeść nie mogłam przez cały dzień (no bo jak tu jeść skoro nałykałam się tyle łez?) więc jak już usiadłam do stołu suto zastawionego jadłem i napitkiem i zjadłam, to o godzinie "0" zamiast składać życzenia piękne, to ja myślałam, żeby jak najszybciej do kibelka się udać i czy zdażęjednak wznieść toast...
3. Toast noworoczny wznosiłam najlepiej zmrożonym winem musującym na świecie- butelka od tygodnia siedziała w zamrażalniku, więc jej zawartość zamarzła. Byłam przekonana, że alkohol nie zamarza tak? Wino to alkohol, tak? No, to o co to halo? Na szczęście 21 min przed końcowym odliczaniem pomyślałam, żeby ją wyciągnąć i pod ciepłą wodą zdążyła oddajać na tyle, żeby było jak wznieść toast. Moi goście nie, ale ja miałam w lampce lody szampańskie. Mówiłam już, że jestem kobietą luksusową?
4. 1 dzień nowego roku przywitałam w pustym, nie licząc Milki, i posprzątanym mieszkaniu. Jako, że godzina była prawie południowa ubrałam się i poszłam wyprowadzić na spacer psa Poety-Prozaika, który bawił się w Berlinie (poeta bawił, nie pies). W ten sposób udało mi się zaliczyć nowowroczny spacer. Całkiem przyjemny i nawet nie zmarzłam wcale.
5. Udało mi się też wygrać bilety na koncert noworoczny do filharmonii i odstąpiłam je barboniom.
Jeśli nowy rok ma być taki jak jego pierwszy dzień to: minie mi na łonie natury i w domowych pieleszach w towarzystwie Milko only, jadła wszelakiego jak i słodkości mi nie zabraknie, a oczy na pewno będe miała w mokrym miejscu. Do tego fortuna będzie mi sprzyjać, a ja będę się nią dzielić. W grudniu zobaczymy, czy po tym wpisie będę mogła napisać cnd/u.
Subscribe to:
Posts (Atom)