W czwartek podjęta została decyzja, że trzeba pojechać i dokładnie tydzień potem siedziałam w pociągu do Poznania, z którego to miasta miałam samolot do Edynburga. Barbonie stwierdziły, ze pociągiem lepiej, z powodu procesji, które opanowują ulice i drogi naszego kraju w ten dzień. Mieli absolutna rację, choć blokada trasy przydarzyła się już w samym Poznaniu. Jednak Miły Pan nr 1. (jak można się domyślić było ich tego dnia więcej), notabene kierowca autobusu wiozącego mnie na lotnisko, zatrzymał kolegę jadącego dokładnie w tym kierunku, który jednak w odróżnieniu od Miłego Pana nr 1 nie musiał zatrzymać się na pobliskim przystanku. Odetchnęłam z ulgą, mimo, że zapas czasu do odlotu był spory. Dojechałam i okazało się, że lot jest opóźniony. Bagatela o jakieś 2h. Od nudy uratował mnie laptop, nieograniczona ilość kuponów z hasłem dostępu do internetu dostarczana przez panią z Coffee Heaven oraz truskawkowo-waniliowa herbata tamże. Lot przespałam jak zwykle. Glasgow przywitało mnie ulewnym deszczem, brakiem możliwości dostania się do centrum (z którego autobusem miałam jechać do Edynburga) oraz Miłym Panem
nr 2, który
- w mig zorganizował 4 osoby do "szemranej" taksówki, która zawiozła nas do "serca" Glasgow.
- zaoferował przenocowanie u siebie, bo
poczekalnia na dworcu autobusowym była zamknięta,
autobus najwcześniej za 4,5h,
- dał namiar na tani hostel
- zadzwonił tam, żeby dowiedzieć się, czy mają miejsca
- dopilnował, żeby najlepszy pokój został przygotowany
Miłym Panem nr 3 okazał się BMM, który porzucił pracę na jakiś czas, żeby mnie odebrać z Glasgow i dowieźć cało i zdrowo do Edynburga. Uwinął się w jakąś godzinę, przez którą to snułam się po głównych arteriach miasta w poszukiwaniu lokalu, w którym mogłabym usiąść i napić się herbaty. Lokalu nie znalazłam, usłyszałam za to kibolskie śpiewy i pomimo strachu podążałam w i kierunku (do centrum tak, w centrum są lokale, tak?) zobaczyłam jednak to:
tak, nie mylicie się, to jest kolejka ok 60 ewidentnie pijanych osób czekających na surprise surprise TAKSÓWKI. Tego nawet u nas za komuny nie było. Wróciłam na dworzec autobusowy, zdążyłam zjeść bułę jeszcze z Polski, popić ja herbata kupioną z automatu, przyjechał BMM i pomknęliśmy do Edynburga. Glasgow zostało zaś przechrzczone na Nevergo. CDN