Sunday, July 22

Weekendowe spotkania

Przyjechała Zuzka z Łukaszem. Pamiętam ją jako 3-4 letnią dziewczynkę, kiedy do Polski przyjachała z rodzicami i najmłodszą siostrą pierwszy raz. Teraz ma lat 24 i jest tu właściwie co roku. I nie minę się z prawdą wcale jak powiem, że wraz ze swoim ojcem, a od 10 lat też ze swoim chłopakiem, są moją ulubioną częścią Mojej Wielkiej Szwedzkiej Rodziny. Przyjechali specjalnie, żeby się z nami, Wrocławską częścią rodziny, zobaczyć- na jeden dzień, w drodze na urlop do Grecji.
Wczoraj właśnie zdałam sobie sprawę jaki mam do nich obojga wieli szacunek, jak dużą sympatię a do Ł. chyba po prostu słabość ;) Pomimo wychowania w bardzo patologicznej sytuacji Zuzka podtrzymuje więzy rodzinne, opiekuje się kim tylko się da i pamięta zawsze o tym, co kto lubi. Zawsze ze sobą przywozi jakiś drobiazg- zwykle taki sam dla całej rodziny (żeby nikt nie czuł się gorszy), ale zdaje się mam u niej wyjątkowe względy, bo zamiast typowo szwedzkich smakołyków dostałam swoje ulubione cukierki, które tam właśnie jadłam po raz pierwszy. Oczywiście cukierki są i u nas do kupienia od pewnego czasu, ale ten konkretny smak- jabłkowo-gruszkowe, jest absolutna nowością. Zawsze mnie rozczula takimi gestami. BMM'a też zwykle rozczulała pamiętając o solonych lakrisach (cukierkach lukrecjowych).

Słabość do Ł. wiąże się z tym jak z anielską wręcz cierpliwością znosi wszystkie histerie Zuzki, jak zawsze uczestniczy we wszystkich spotkaniach rodzinnych aktywnie w nich uczestnicząc, pamietając czym kto się zajmuje, co lubi etc. oraz absolutną opiekuńczością jeżeli chodzi o kobiety. Nie mogę też pominąć faktu, że widząc mnie całkowiecie szczerze (słychać to, tak?) stwierdził- świetnie wyglądasz. Razem są cudną parą i nie wyobrażam ich sobie osobno.

Na obiedzie u Braboniów- bo gdzież indziej mogłoby się odbyć rodzinne spotkanie- był też Słowik ze swoją wkrótce żoną, Kobietą Gospodarną. Rozmawialiśmy o ich ślubie, 22 września, o jej wyczekanej ciąży (prawdopodbnie, bo to dopiero 4 tyg.). Patrzyłam na te dwie pary, widziałam wszystkie różnice- w ambicjach, celach życiowych, pragnieniach i ogólnie pojetym stosunku do rzeczywistości- i czułam sie jak taka doświadczona kwoka z pobłażaniem i rozczuleniem patrząca na młode kurczaki. Przypomniałam sobie wszystkie swoje przygotowania, pomysły itd. związane ze ślubem. I chyba nawet nie byłam zaskoczona, że to mimo wszytskiego, co się z BMMem stało są to miłe, ciepłe, przepełnione miłością wspomnienia.

Wieczorno-nocne spotkanie z Nowalijką obfitowało jak zwykle w wyznania. Już jakoś tak mamy, że albo głupawa totalna, albo poważne rozmowy.
Była też długa rozmowa z Kobietą Kiedyś-Szczęśliwą. I przerażajaca konkluzja tej rozmowy. Kobieta, która urodzi dziecko zostaje z nim zupełnie sama. I to nie dlatego, że partner nie chce uczestniczyć w opiece, ale dlatego, że ona zrobi wszystko szybciej (usłyszy kwilenie dziecka) oraz dlatego, że partnerzy zwykle nie mają pojęcia ile taka opieka zajmuje czasu i wydaje im się, że to tylko nakarmic i przewinąć- a to ileż, no ileż może zając czasu. Strasznie smutne. Ale ja i tak dalej chcę mieć dzieci. Tylko na to jakoś się nie zanosi...

No comments: