Today's episode is sponsored by the following colours: blue and red. Blue is my soul and I was red with rage.
W ramach walki w ponurym nastrojem poszłam do kina. Wyciągnęłam też Rezydenta. No Country for Old Men. Wystarczy zobaczyć raz. Głębi nie ma, aktorstwo smętne, muzyki brak, ratuje go tylko trochę akcja. Nastroju nie poprawia.
Do domu wróciłam prawie biegiem, mając gdzieś czy wpadnę pod samochód czy nie, czy Rezydent nadąża za mną czy nie, czy widzę coś przez łzy czy nie. Wystarczyło jedno zadanie, pozornie niewinne, a ja w ryk. Nie mam siły, nie mam chęci, nie mam pozytywnego myślenia, nie obchodzi mnie czy jestem sprawiedliwa czy nie. Nie daję rady skupić się na nikim innym poza sobą. Tak jak teraz było tylko raz. Wtedy też chciałam przestać istnieć. Wtedy katastrofa życiowa. Teraz "tylko" kumulacja stresu.
Są wokół kochani ludzie, którzy myślą, dbają, trwają. Jest też ktoś, kto jeśli nie powie się wyraźnie zostań, pójdzie tam gdzie łatwiej, wygodniej i przyjemniej. I boli, że to nie ja zostałam wybrana. At least I know where I'm standing.
Czytałam artykuł o pozytywnych emocjach, żeby cieszyć się tym co jest, a nie zamartwiać tym czego nie ma. Cieszyć, że ktoś chce ze mną spędzać czas, a nie rozpamiętywać, że ktoś inny nie. Nie umiem, staram się nauczyć, ale teraz nawet nie chce mi się próbować.
Wiem, że to przejdzie. Potrzeba czasu, rozwiązania pewnych spraw, które są poza mną. Daję sobie ten czas, daję przyzwolenie na każde zachowanie. Żeby przetrwać i nie dusić tego wszystkiego w sobie.
Zyskuje mieszkanie, bo z braku możności koncentracji na pracy wysprzątałam je dziś całe sama.
Saturday, April 5
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment