Sunday, April 6

Everywhere you go always take the weather with you

Czy to znaczy, że nastrój mi się poprawił? Owszem, nieznacznie. Nie jest to już bezdenna rozpacz i dno otchłani, nie budzę się z płaczem i nie zasypiam z nim. Trwam. Ludziowstręt nadal pozostał i tylko 4 osoby, których towarzystwo nie jest dla mnie męczące, przy których nie muszę zakładać maski. Kiedyś było ich więcej. Jednak rzeczywistość sama zweryfikowała ilość na rzecz jakości.

I aż sama nie mogę uwierzyć, w to, że udaje mi się nawet myśleć. I na ten przykład wymyśliłam, że ostatnie dni to był mega sprawdzian przyjaźni i znów ktoś go musiał oblać. Wymyśliłam też, że przecież nie mam prawa niczego wymagać od nikogo poza sobą samą. Chcę to daję, nie chcę, to nie daję i nie mogę sądzić, że ktoś postąpi tak samo jak ja. Nie postąpi, bo nie jest mną. Skoro jestem taka mądra, to dlaczego owe przemyślenia wciąż pozostają tylko teorią? Gdzie praktyka? Nie ma, może kiedyś będzie.

Wymyśliłam też, że ludzie sami sobie narzucają idiotyczne ograniczenia (dawno to już wymyśliłam) i boją się postępować tak jak w danej chwili czują, bo co inni na to? A co innym do tego? I co z tego, że wymyśliłam. Ba stosowałam się nawet. W końcu lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało. I wiecie co? Sparzyłam się. I teraz też zastanawiam się jak to będzie wyglądało, co ktoś sobie pomyśli. Na szczęście tylko w stosunku do tych, do których się pomyliłam. I na szczęście dalej jest więcej tych, w stosunku do których mogę być bardziej spontaniczna niż ostrożna. Wymyśliłam też, że narzucamy sobie ograniczenia co do tego, jak żyć, gdzie, co robić. I smutno mi, że ludzie rezygnują z możliwości innego życia przez konwenanse właśnie, uważając, że coś już nie dla nich, że pewna droga się zamknęła. NIEPRAWDA. Trzeba tylko chcieć i wierzyć. Tylko i aż. I wiem jakie to trudne, gdy cały świat się sypie na głowę. ALE DA SIĘ i jestem tego najlepszym przykładem. I dalej jestem święcie przekonana, że wszystko, nawet to, co najgorsze nas w życiu spotyka dzieje się po coś. Dopiero po 2 latach od rozwodu wiem dlaczego musiało do niego dojść (no poza przyczynami "obiektywnymi", ale gdyby ich nie było, trwałabym w tym związku i była nieszczęśliwa jak nie wiem co. A tak? WSZYSTKO przede mną). Boję się tylko, że mamą nie zdążę być.

No comments: