jest mi źle.
Powodu niby nie ma: zdrowa, z pracą, względnie młoda, ludzie nie spluwają na mój widok (a jeśli nawet, to i tak robią to tak, że tego nie widzę)
Dziś, chciałabym móc się wycofać, stanąć z boku i powiedzieć: to ty sobie życie płyń, a ja poczekam, odpocznę, ktos inny popodejmuje za mnie decyzje.
Nie mam już siły
Tylko kogo to obchodzi?
Dlaczego ja mam zawsze być tą dzielną i dająca sobie radę?
Efekt jest taki, że ponoć "chcę wszystko kontrolować"- wcale nie chcę, jaki mam inny wybór?
Idę sobie popłakać. Dobrze, że Rezydent rezyduje dziś u miotły. Dziś nie będę musiała nikomu nic tlumaczyć, a jutro... jutro znów będę dzielna.
I mam nadzieję, że dzisiejszy nastrój to wina PMSa.
Wednesday, April 2
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment