Przyszła niespodziewanie, choć zaplanowana. Była jednym wielkim oddaniem i zaufaniem. Zawsze przychodziła się poprzytulać, nie wyobrażała sobie spania gdziekolwiek indziej niż ze mną. Wdzięczna za wszystko. Chorowała od środy, a niedzielę poszła do kociego nieba. Tęsknie okrutnie.
2 comments:
ojojojoj...smutno:(
Jak to się stało?
Z dużym cierpieniem i tak naprawdę jestem wściekła na weterynarzy, ze nie powiedzieli, że to się tak może skończyć i tak szybko, zdecydowałabym się na uśpienie, żeby nie cierpiała.
Post a Comment