Po jeździe przez 1,5h z prędkością bagatela 160 km/h w deszczu, kiedy to BMM puszczał kierownicę bo MUSIAŁ sobie ustawić GPS i okrążeniu St Andrew Square x razy, bo Edynburg jak każde szanujące się miasto na świecie jest całkowicie i dokumentnie rozkopany, w końcu dotarłam do hostelu. O świcie słońca notabene. Oczywiście nie bylabym sobą, gdybym nie napiła się herbaty przed snem. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zapomniała zabrać i tym czymś BYŁA własnie herbata. Poratowała mnie Kobieta Nadmorska, która towarzyszyła mi bardzo dzielnie, a właściwie to ja towarzyszyłam jej z całych sił. Taka karma :) Kiedy, po zdecydowanie za krótkim śnie, "poszłyśmy w miasto", natychmiast się w nim zakochałam. Pierwszy raz w życiu zakochałam się w mieście. Jest przepiękne, zaskakujące i zachwycające.
Oczywiście przyjechałyśmy tam w bardzo zbożnym celu- znalezienia mieszkania. Kobieta Nadmorska spędziła wiele żmudnych godzin przeprowadzając poszukiwania internetowe, więc sprawę miałyśmy bardzo uproszczoną. No i oczywiście stanęło na tym jednym jedynym wybranym już we Wrocławiu, bo: ładne, przestronne, jasne, ciepłe, blisko morza, blisko sklepów i stosunkowo tanie (kolejność przypadkowa :)) Szkoda, że nie moje. Ale to zupełnie inna histora. I nie, nie zostanie opowiedziana. Może kiedyś.
Skoro "gniazdko" zostało znalezione już w piątek. Całą sobotę mogłyśmy poświęcić na snucie się po mieście i podziwianie. No do pewnego momentu, bo potem zjawił się (umówiony wczesniej, a jakże) BMM z Ówczesnym Partnerem i zabrał nas na obiad do chinskiej knajpy, a potem do siebie, bo tam miałyśmy spać. Nie wiedzialam tylko, że bedziemy spać w ICH łóżku. Czy komukolwiek innemu mogloby się to przytrafić? W świetle tego, co wydarzyło się w ciągu tego weekendu niedziela była całkowicie bezbarwna i niegodna opowieści. No może tylko, że Dobrym Panem No 4 okazał się landlord, bo odwiózł nas na lotnisko do Glasgow. I od tego momentu wiadmo już było na pewno, że wracamy do Edynburga 30 czerwca.
Friday, August 8
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment